poniedziałek, 23 maja 2016

Opowieść o rodzinie

 Kawa zaparzona z przepisu babci Iwaszkiewiczowej:


 

"Jedyną potrawą, jaką babcia umiała zrobić, był sos cumberland.
I parzyła świetną kawę.
Zawsze pod namiotem albo w podróży, wszędzie gdzie nie mam ekspresu, posługuję się jej przepisem.
Do garnuszka wlewam zimną wodę i na każdą filiżankę wsypuję dwie kopiaste łyżki kawy.
Gotuję na małym ogniu, póki się nie podniesie.
Wtedy na chwilę odsuwam z ognia.
Kawa musi się podnieść trzy razy, ale nie wolno jej zagotować."

Mimo, że jest wieczór, postanowiłam według tego łatwego przepisu przyrządzić sobie kawę.
Upiłam mały łyczek, cyknęłam zdjęcie, ...potem wybulgotałam pachnący aksamit do ostatniej kropelki, jest naprawdę smaczna. (Prosty komplement - naprawdę  smaczna - serwuję jako kompletna ignorantka kawy).
Dopiero teraz po wklejeniu tego zdjęcia zauważyłam, że na czarnej tafli w filiżance odbił się witraż, który wisi w moim oknie. A postawiłam filiżankę na parapecie dlatego, żeby fotka miała naturalne światło dnia, bo dzień już powiedział: do zobaczenia jutro, i tylko przy oknie było jeszcze jasno.

Autorka książki "Pra" Ludwika Włodek jest prawnuczką Jarosława Iwaszkiewicza.
Piękna dziewczyna,  i podobna do pradziadka (Jarosława), mają takie same jasne oczy. (super ma kolczyki)


(A oto pradziadek Jarosław; ciekawe, czy Ludwika okaże się tak samo zdolna literacko jak on, bardzo prawdopodobne! co stwierdzam będąc w trakcie czytania jej fascynującej opowieści, bo taką jest "Pra")

Na marginesie. Przypomniałam sobie anegdotę o Jarosławie Iwaszkiewiczu, której nie ma w tej książce; całkiem niedawno gdzieś ją przeczytałam, i okazała się tak jakby preludium, bo zaraz potem dostałam do czytania "Pra".
Anegdotę opowiadam własnymi słowami.

Przyjechała do Warszawy z wizytą królowa Belgii Elżbieta. Jako prezes Związku Literatów Polskich po Warszawie oprowadza ją Jarosław Iwaszkiewicz. Zwiedzają również kościoły. W pewnej chwili królowa pyta:
- Czy pan jest wierzącym czy komunistą?
- Katolikiem jestem wierzącym, ale niepraktykującym.Komunistą niewierzącym, ale praktykującym.

Koniec anegdoty.

W książce przeczytałam, że babcia Marysia (córka Jarosława) opowiadała autorce, co było, jak z wizytą do Iwaszkiewiczów miał przyjść zaprzyjaźniony ksiądz. Wtedy Jarosław po całym domu rozstawiał  figurki i medaliki z Leninem. O co babcia strasznie się gniewała.

 
Wydaje mi się, że niedługo zostanę fanką Jarosława Iwaszkiewicza. Wstrzymam się do czasu aż zapoznam się cokolwiek z jego twórczością, bo w tej chwili mogę tylko poszczycić się dawno czytaną "Sławą i chwałą", którą każdemu polecę, bo to wspaniała powieść i nie mogłam się od niej oderwać. (To było w czasach, gdy czytywałam pod ławką w klasie,  czasem bywało groźnie, ale czego się nie robi, żeby przetrwać nudną lekcję,  dobra literatura zawsze trochę usprawiedliwi winowajcę; złą literaturą nie będę się chwalić:))

14 komentarzy:

  1. Kiedy patrzy się na świat obiektywem aparatu, to można zobaczyć bardzo dużo niedostrzegalnych szczegółów, przynajmniej ja tak mam, ale widzę, że nie sama;-) Wstyd się przyznać, chyba nie czytałam nic Iwaszkiewicza, o Iwaszkiewiczu tym bardziej, ale znam piosenkę Niemena "Nim przyjdzie wiosna" której słowa to wiersz Iwaszkiewicza, bardzo mądry wiersz zresztą.
    Tak się zastanawiam czy dzisiaj katolicyzm nie wygląda jak Iwaszkiewiczowski komunizm;)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, podobno nawet ci, bardzo krytyczni krytycy, którzy o Iwaszkiewiczu mówią tylko źle, bo miał długi romans z komunistyczną władzą, to przyznają, że wiersze pisał znakomite. Piękna jest ta piosenka! czy mi się wydaje, czy Niemen był ziomem Iwaszkiewicza? obaj na wschodnich terenach, które kiedyś były nasze (mam nadzieję, że nic nie poplątałam:))
      Nie czytałaś, bo Iwaszkiewicz jest teraz zapomniany; szkoda, że gówniane czytadła są wydawane, a ważną i piękną literaturę pokrywa kurz zapomnienia. Na szczęście "Nim przyjdzie wiosna" Niemen zdążył zaśpiewać, wilk był syty i komuna zadowolona:)) Słodkich snów:))
      Oesu, tak! taki jest nasz katolicyzm!

      Usuń
  2. Ciekawe dlaczego nie można zagotować... Ja z kolei czytałam, że właśnie powinno się zagotować, a nawet gotować ok. 5 min. podobno wtedy kawa traci właściwości zakwaszające... Hmmm...
    O Iwaszkiewiczów wiem tyle co przypadkiem, w różnych opowieściach o Kossakach przewija się też jego postać.
    Anegdotka bardzo zabawna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może chodziło tylko dobry smaczek kawy? w ogóle to dawne pokolenia miały żelazne zdrowie i żadnej nadkwasoty, a może odwrotnie, niedokwasotę? nie zgadniemy. Lepiej mi działa na wyobraźnię herbata, choć zapach świeżo zmielonej kawy jest niebiański, wyostrza zmysły:))

      Usuń
  3. Przepis na parzenie świetny i zrobiłaś piękne foto filiżanki. To odbicie wygląda super! W ogóle to uwielbiam zapach kawy:)
    Ludwika jest rzeczywiście piękna i podobna do pradziadka niesamowicie wręcz.
    Buziaki!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, ten zapach! już wąchając jest się pobudzonym, nie trzeba pić (eee, mnie picie kawy słabo pobudza, za to po herbacie mogę nie spać całą noc, a jeszcze lepiej się nie śpi po energetyku ...ale w tym wypadku brak jest walorów zapachowych, hm, nie można mieć wszystkiego, takie życie:))

      Usuń
  4. Na kawie się totalnie nie znam, bo nie lubię i nie jest mi do życia potrzebna, ale herbatą nigdy nie pogardzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha,.. jednak po obfitym obiadku można wypić małe espresso (chociaż podobno zdrowsza na trawienie byłaby lufka czystej wyborowej; to mówią specjaliści, nie chlory spod monopolowego, a chlory pewnie się z tym zgodzą:))

      Usuń
    2. Gdzie Ty się podziewasz? Wracaj tu natychmiast! ;)

      Usuń
    3. Jejku, to u mnie coś się popsuło, bo nie wyświetlało nowych postów :( Dobrze że nie zniknęłaś :D

      Usuń
  5. Dobrze, że mam ekspres do kawy;) Za leniwa jestem na takie parzenie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, trzy razy ma kipieć i żeby nie zabulgotało, to nie jest łatwe zadanie! ale eksperyment trafiony:))

      Usuń
  6. techniki parzenia to też temat rzeka ...trzeba parzyć tak by nam zasmakowało ;) Aż jestem ciekawa złej lektury ;) wydawało mi się że takowej nie ma, to my dojrzewamy do innej :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że masz rację! ja to szybciej mówię niż myślę, a osobiście jestem na początku drogi i czytuję wśród innych również bardzo złe książki (czyli bardzo jechane przez krytyków,... bo na ochotnika się poświęcam dla dobra czytelnictwa :))

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny.