środa, 10 maja 2017

Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

Uwaga, ważne ostrzeżenie w sprawie gier towarzyskich.
Możecie ze znajomymi zabawiać się w różne gry, ale na tę konkretną grę nie zgadzajcie się pod żadnym pozorem, jeżeli w tym czasie ma być zaćmienie księżyca, bo skutki będą fatalne dla każdego, nawet dla całkowitych niewiniątek,  zresztą pokażcie mi jakieś całkowite niewiniątko! Jeżeli macie coś na sumieniu, to uporządkujcie sumienie (no co?:)), ale i tak profilaktycznie wylogujcie się z telefonu, i wyłączcie go na cały okres zaćmienia, żeby było bezpieczniej.
Przykład?
Z przyjemnością.

Na niebie zaćmienie księżyca.
Jest pora kolacji. Trzy zaprzyjaźnione małżeństwa plus jeden rozwodnik spotkali się na wieczorny posiłek, spoglądając w niebo konwersują, śmieją się, żartują, (jest fajnie, smacznie, chętnie byście się przyłączyli)
Obraz znaleziony dla: dobrze się kłamie w miłym towarzystwie


Czy zjawisko zaćmienia, będące jak gdyby przemianą księżyca z pojedynczego egzemplarza w dwa księżyce będzie miało coś wspólnego z wydarzeniami na przyjęciu?  wszyscy wiemy, jak kosmos działa na ludzi, do szaleństwa doprowadza i do obłędu; moja nieobiektywna odpowiedź brzmi: tak.

Bo jak inaczej wytłumaczyć, że dorośli ludzie jednym gestem,  nawet skromniej, uderzeniem palca wskazującego w klawisz telefonu, wywrócą do góry nogami swoje dotychczasowe życie?

Pierwsze scenki, przednapisowe w filmie "Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie", zanim rozpocznie się kolacja, przebiegają typowo dla codzienności małżeńskich par.
Między innymi widzimy jak:

Żona (z małżeństwa Nr 1) rozmawia z 17letnią córką o prezerwatywach znalezionych w torebce dziewczyny. Mamuśka je tam znalazła. Przypadkowo.  Bywa.
Obraz znaleziony dla: dobrze się kłamie w miłym towarzystwie
Babcia (z małżeństwa Nr 2) zbyt rozpieszcza wnuki. Babcia dzierga, obok dwoje wnuków, telewizor coś mruczy; przyjemna scenka, przyjemnie się kojarzy.

Małżeństwo Nr 3 podejmuje decyzję o odstawieniu antykoncepcji oraz sankcjonuje to odpowiednim aktem.

Czwartego kolegi nie widzimy w tych obrazkach,  poznamy go już na przyjęciu. Spóźnił się, do tego przyszedł sam, a miał przyjść z narzeczoną, którą wszyscy mieli poznać; nie poznają, bo narzeczona leży z gorączką w domu.

Lubiące się i znające od wieków towarzystwo  w lekkiej rozmowie zahacza o drażliwy temat, o innej parze, nieobecnej, rozstającej się, bo mąż ma romans. O romansie jego żona dowiedziała się czytając  SMS-a od kochanki.
Znalezione obrazy dla zapytania dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

("jeśli miał kochankę, to mógł kasować SMS-y,  przecież powinien uważać" "Na co powinien uważać, na SMS-y, czy bycie gnojem?")

Gospodyni (żona Nr 1) proponuje zabawę (dla kogo zabawę, dla tego zabawę, potem się okazało, że dla nikogo nie było zabawnie)

("Wszyscy mamy telefony, czarne skrzynki naszych żyć, ile par by się rozstało, gdyby zaglądali sobie do telefonów?  zagrajmy w grę. Gdy będziemy jedli, wszystkie rozmowy, SMS-y, maile odczytujemy na głos").

("może być fajnie, dobra, zróbmy to, jakie możemy mieć sekrety, przecież wszyscy dobrze się znamy")

I zgodzili się na tę grę, niektórzy jakby pod presją.
Można by w tym momencie filmu zaryzykować twierdzenie, że nikt przed nikim nie ma nic do ukrycia.
Tymczasem to były miłe złego początki. 

Jeżeli nie chcecie wiedzieć co dalej, to musi Wam wystarczyć powyższy wstęp. Ja co prawda osobiście nie lubię w przypadku filmu i książek wiedzieć "co dalej", ale jeśli ktoś chce, to dla niego napiszę, jak się potoczyła ta niebezpieczna gra.

W tym momencie zaczyna się odkrywanie małych sekretów.

Żona  (Nr 1) umawia się na powiększenie biustu u super chirurga plastycznego.  Jej mąż, również dobry chirurg plastyczny, zostaje na lodzie. Ja to rozumiem, żona może mieć obawy, że biust zoperowany przez męża może być potem dla niego aseksualny, poza tym żony się nie operuje (jest takie powiedzenie, czy sama je wymyśliłam na poczekaniu?)
Gorzej, że ta żona jest terapeutą,  jako terapeuta układa ludziom w głowach, a wychodzi na to, że ma ze sobą kłopoty skoro: będzie sobie poprawiać dobry biust (słowa męża, specjalisty od biustów).

Albo mąż (Nr 1) : w sekrecie przed żoną chodzi na terapię, a przecież ma przy boku żonę-terapeutę. Jednak  ja przytaknę teorii, że trudno mieć obiektywnego psychologa w osobie własnej żony. 
Znalezione obrazy dla zapytania dobrze się kłamie w miłym towarzystwie


Potem dyskretnie mąż (Nr 2) prosi o przysługę tego kolegę, który przyszedł bez partnerki: żeby się zamienili telefonami, (telefony mają identyczne), bo o codziennie 22,oo koleżanka przysyła mu na dobranoc swoje seksowne fotki. Zamieniają się . 
Tu już poczułam lekki niesmak, ale bez przesady.

Z rozmowy telefonicznej (a jakże!) dowiadujemy się, że żona Nr 2 planuje oddać teściową do domu starców. Teraz nie jest miło. Wydaje mi się, że dla włoskiego widza tym bardziej, bo włoska wielopokoleniowa rodzina brzmi jak symbol. W imieniu  polskiego widza też odczułam przykrość, że w tajemnicy żona kombinuje z domem starców dla teściowej, przy czym reżyser nie przedstawił tej teściowej jako cholery, tylko wręcz przeciwnie.

Potem  mąż Nr 3 odbiera SMS-a, z wiadomością, że będzie ojcem dziecka swojej koleżanki z pracy.

Ten sam mąż Nr 3 odbiera telefon z pytaniem, jak żonie podoba się biżuteria, pierścionek i kolczyki. Jego żona robi oczy, jaki pierścionek, jakie kolczyki.

Żona Nr 3 odbiera gorącą wiadomość od swojego eks, że ten eks pragnie seksu.

Żona Nr 2 odbiera maila, od nieznajomego z facebooka,  z którym to nieznajomym prowadzi pikantny erotyczny flirt, w stylu czy ma na sobie majtki, te rzeczy.

Przesada z tymi tajemnicami? A to nie koniec, to nie wszystko.  Gdy jest zaćmienie księżyca mogą się zdarzyć jedynie rewelacje,  a i tak wszystko, czego się dowiadujemy ma drugie, a pewnie i trzecie dno, nie zdradzę wszystkiego, nie będę taka.
Znalezione obrazy dla zapytania dobrze się kłamie w miłym towarzystwie

W ogóle to zastanawiam się, dlaczego żona Nr 1 wyskoczyła z tą grą.
Znalezione obrazy dla zapytania dobrze się kłamie w miłym towarzystwie
Dziwne, ale wszystkich uczestników przyjęcia polubiłam, jednych więcej, innych mniej, ale najmniej polubiłam właśnie tę żonę Nr 1.  A film obejrzałam ze względu na odtwórczynię żony Nr 1, czyli Kasię Smutniak, która jest zawsze dla mnie najulubieńsza pod każdym względem, a teraz bardzo się cieszę, że nie lubię tej żony, bo to lepiej dla Kasi-aktorki, że sympatia do niej nie przekłada się na rolę, czyli żonę Nr 1.

W pakiecie ostrzeżeń mam jeszcze jedno, też ważne.
Pod żadnym pozorem nie dajcie się w tej sprawie wprowadzić w błąd!
Jeżeli z Waszym autem zderzy się inne auto i jego kierowca przyzna się do winy i napisze oświadczenie, że stłuczkę on spowodował, to nie dajcie sobie wmówić, że nie potrzeba wzywać policji. 
Otóż firma ubezpieczeniowa później ponownie pyta winnego, czy rzeczywiście to on spowodował wypadek, a gdy sprawca zastanowi się i zmieni zdanie, to koniec, dusza w kwiatach, bo tylko to drugie oświadczenie ubezpieczyciel bierze pod uwagę.
Ja na szczęście nie miałam takiego kłopotu, bo policja była i był odpowiedni protokół, uff.
Ale gdyby było w tym czasie małe zaćmienie księżyca, to mogłoby się skończyć dla mnie zupełenie inaczej.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Skomplikowane emocje

Znajomości blogowe czasem bywają niestety interesowne.
Niniejszym macie do czynienia z taką interesowną osobą, która postanowiła wyjawić w punktach swój sekretny sposób na wydębienie rękodzieła.

Tak to zrobiłam:

1. Weszłam na bloga do  Oli i sprawdziłam, czy już zaczęła robić kartki okazjonalne (w tym przypadku wielkanocne).
2. Gdy ujrzałam, że już zaczęła, to szybko wysłałam Oli kartkę własną.  (Litościwie dla siebie przemilczę ten temat, ...myślałam, że wyszła lepiej, ale właśnie się przekonałam, że rzeczywistość jest okrutna).
3. Z szerokim uśmiechem na obliczu przeczytałam wkrótce na Papierolkach o potrzebie dorobienia kartek.
4. Ola tworzy,  ja zaciskam kciuki.
5. I czekam na Wielki Tydzień.





To jest właśnie Oli rękodzieło specjalnie dla mnie!!!
W środku piękne życzenia specjalnie dla mnie!!!

I to była bardzo miła rzecz, która mnie spotkała w Wielkim Tygodniu,  dla równowagi była też rzecz bardzo niemiła w tym samym Wielkim Tygodniu.
Ja i inna kocia mama umówiłyśmy się, że jedziemy z kotami do weterynarza.
W samym środku miasta pewien wariat wziął na serio napis na moim aucie "Jedź za mną, znam skróty" i zamiast jechać spokojnie za mną to wziął ostry zakręt i ogarnął mi samochód do złomowania. Żywy nabój w środku auta, czyli my dwie kocie mamy, zostałyśmy puknięte w głowy, teraz  chodzimy w kołnierzach ortopedycznych i cieszymy się z życia.
Pies (miałyśmy wziąć koty, ale w ostatniej chwili wzięłyśmy psa, zadziałał siódmy zmysł kocich mam, czyli  koty ocalić:)) też żyje, szaleje i szczeka. Ale on już wcześniej miał skłonność do histerycznych zachowań.

Taka sytuacja.

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołej Wielkanocy

Wesołych Świąt Wielkanocnych
i spełnienia wszystkich marzeń
  (...bez znaczenia jak ekscentrycznych:))

i żeby rozum zgadzał się z sercem
  (...przynajmniej mniej więcej:))

i było dużo pieniędzy
 (...więcej niż pomysłów, na co ją wydać:))

i pod dostatkiem szczęścia
 (...a także umiejętności go rozpoznania:))

oraz wszelkiego dobrostanu ze zdrowiem na początku!!!

A tymczasem zajączek za chwilę wskoczy do koszyczka!


Czy mógłby ktoś zawołać i zająć czymś tego psa?  żeby zajączek miał  chwilę spokoju.
Tylko czy można wypucować się na różowo bez pomocy psiego jęzora?
(Fota ukradziona z równoległego świata w internecie)

sobota, 1 kwietnia 2017

Ostrzeżenie

Chodzi o to, żebyśmy uczyli się na błędach innych.
Poza tym żebyśmy się w porę zorientowali, że ktoś próbuje nam wcisnąć żart primaaprilisowy innego dnia niż 1 kwietnia.
Z małym wyjątkiem! jeżeli to my robimy ten żart innym, wtedy zawsze jest bardzo śmiesznie dla wszystkich!
Więc wyszczególniam w punktach,  bez gmatwania, do łatwego pamiętania.

Historyjka może się potoczyć choćby tak:

1. Pilnie potrzebujemy jedną rzecz z drogerii, więc w drodze do pracy wstępujemy do Rossmanna.
2. Śpieszymy się, więc nie zwiedzamy sklepu tylko zgarniamy rzecz z półki do koszyka, i w długą do kasy.
3. Nagle energicznie wyprzedza nas elegancka pani.
4. Nie przepychamy się, a nawet grzecznie zwalniamy kroku, niech idzie pierwsza, skoro śpieszy się bardziej od nas. Też ma tylko jedną rzecz w koszyku.
5. Ustawiamy się w kolejce za elegancką panią.
6. Elegancka w tej samej chwili odwraca w naszą stronę ładną i naburmuszoną buzię.
7. I odzywa w te słowa (domyślamy się, że do nas): zaraz wracam.
8. W ostatniej chwili wraca z pełniutkim koszykiem. (mieliśmy nadzieję, że nie zdąży, ale trudno).
9. Kasjerka kasuje zakupy eleganckiej.
10. Elegancka odzywa się ponownie (tym razem w stronę kasjerki): potrzebuję dwa płyny x, ale nie wiem, gdzie leżą, niech pani przyniesie.
11. Kasjerka domyśla się, że to do niej, więc wstaje od kasy i idzie po płyny x.
12. Długo jej nie ma (spieszymy się,  więc "długo" trwa bardzo długo), ale wreszcie przynosi te płyny.
13. Elegancka płaci banknotem 500 złotowym.
14. W tym momencie czujemy,  jak wbija nas w glebę, bo w Rossmannie nigdy przenigdy nie mają czym wydać. Ożesz, ta elegancka przegina w najgrubszym miejscu ...
15. Wbrew naszym czarnym prognozom kasjerka bez problemu wydaje resztę. I już kasuje nasz jeden jedyny artykuł.
W tym wypadku żart ma szczęśliwe zakończenie,  a my mamy szczęście w życiu, bo okazało się, że do pracy jednak się nie spóźnimy.

Szkoda że nie mogę zaliczyć tego incydentu jako żartu, który fajnie spuentowałby 1 kwietnia. Bo było to trochę przed 1 kwietnia.

No to niniejszym ostrzegłam przed śpieszącymi się eleganckimi paniami.

A teraz ostrzegę przez zwykłymi perfidnymi dziewuchami, które też stosują metodę całorocznego primaaprilisu.
Na przykład ja stosuję. 

Mam na aucie taki napis:


 :
Zawsze jakieś auta za mną jadą,  ja wtedy rechoczę się cały czas! Bo jadę objazdami!

środa, 29 marca 2017

Magicznie, romantycznie

Jak to możliwe, żeby trzy miesiące klecić rzecz łatwą i prostą?  na filmiku w pintereście  powstającą w ciągu paru chwil? Niestety, to prawda,  kilka miesięcy mojego mozołu równa się tamtym kilku chwilom.

 :

Aż zatrwożona zaczęłam się zastanawiać, czy jakaś magiczna siła nie maczała tu swoich rąk po same łokcie.

Po pierwsze.
Na początku uporczywie chował się przed moim wzrokiem, a gdy wreszcie szczęśliwie zapominałam, że mam jakiś projekt do realizacji, to niespodziewanie powracał z magiczną siłą, jak bumerang.
(Potem co prawda przyszło olśnienie, że sama schowałam ukręcone krążki do szafy, a szukając czego innego zdziwiona na nie natrafiłam).

Po drugie.
Piękne, choć zatrute jabłuszko pozazdrościło szkatule wybitnej urody.
Bez odpowiedzi pozostanie pytanie, kiedy jabłuszko oglądało w pintereście tamtą wybitnej urody szkatułę? bo przecież nie chodzi o moją.
Dowód: zdjęcie poniżej. Jabłuszko samo gwiazdorzy!  
(Z całą pewnością jest magicznie zatrute, bo kraśniutkie z lica, lecz skórkę ma gorzką, można ją myć, szorować do upojenia, nic nie pomaga. No to jakie ma być jabłuszko? tylko zatrute!)

Po trzecie.
Łyżeczka (ze stali szlachetnej, ale o nieszlachetnym charakterze): miała asystować szkatułce lub jej partnerować, a ukradła rolę pierwszoplanową i cały błysk poszedł na nią.
Wynik jest taki, że szkatuła i jabłuszko asystują łyżeczce.
 :


Szkatułkę pomalowałam na czarno i teraz wygląda jak z laki uczesanej grzebieniem. Uczciwie powiem, że w rzeczywistości wygląda lepiej niż na fotce.
 :
Miała być śliczna i magiczna, więc wykąpałam ją w magicznie czarnej farbie,  prawie natychmiast tego żałując...
Dobrze, że farba nie zamazała całkowicie szlaczków, to widać moją benedyktyńską pracę przy tej szkatule.
 :

Mam jeszcze z innej parafii fatalne zdjęcie, więc je też wykorzystam.
Wyjaśnienie do zdjęcia:

Baldino zakochał się w Aszy!
i wciąż próbuje jej kraść ogniste całusy.
Bo Baldo to ogniście romatnyczny kawaler, i to absolutna prawda.
Stwarzanie romantycznego nastroju przychodzi mu śpiewająco. Na przykład śpiewa romantyczne kawałki, które od pierwszej nuty trzeba ogniście jodłować i Baldo jodłuje. Wszyscy wtedy szybko przybiegamy, niczym podpiekani żywym ogniem i wykrzykujemy, że ogromnym talentem dysponuje Baldino.
Albo taki przykład: znajdzie w kuchni drewnianą skrzyneczkę po jabłkach,  połupie ją na drzazgi, wtedy zmuszeni do wykorzystania drewienek rozniecamy ogień w kominku i już jest romantycznie, tak jak zaplanował Baldo.
 :

Teraz dla zatarcia złego wrażenia rozmazanym zdjęciem Balda, będzie nierozmazane zdjęcie Bobka, który choć chorowity i półtora nieszczęścia, ale za to tłusty i fotogeniczny.
Bobek z mądrą miną zamarł w pozie sfinksa, więc mogłam bez pośpiechu sfotografować piękne oczy i smutne usta bez uśmiechu.

 :

Bardzo ten kot jest magiczny (jedno oko na Maroko) i romantyczny (nos wąchał prymule przy samej ziemi, potem wydrapał pazurem dołek i....)

środa, 8 marca 2017

Dzień Kobiet i Bal

W jaki sposób powinnyśmy przyjmować kwiaty od panów?
Jakie popełniamy błędy przy przyjmowaniu kwiatów?
Jeśli potrafimy to robić, lub widziałyśmy już ten tutorial, to i lepiej, utrwalmy sobie wiedzę.
Dążmy do absolutu i bądźmy idealne w przyjmowaniu kwiatów, a może nam się ta wiedza przydać nie tylko w nasze święto, ale zawsze wtedy, gdy z jakąś intencją i życzeniami dostajemy bukiet kwiatów.
Liczę, że w odpowiednim momencie wbijam się z tym kursem. Gdyby był zbyt wcześnie, to mogłybyśmy zapomnieć co nieco; dzisiaj to będzie w sam raz, centralnie w Dzień Kobiet!
W kilku przykładowych scenkach przyjmować kwiaty będzie Joanna Kołaczkowska (która jest moją idolką, i to nie wyłącznie jako specjalistka ds przyjmowania kwiatów)


Po tym miłym akcencie, akcent o smutnym brzmieniu, lecz z weselszą nutą przy końcu.
Zbierałam się długo, żeby o tym napisać, i nie mogłam się zebrać. Aż do dzisiaj, bo dziś jest weselej niż w zwykły dzień, od rana na ulicach kwiaciarki sprzedają badylki w celofanie, w pracy wypachnieni panowie mają dla pań drobne prezenciki. W spożywczakach i w galeriach uśmiechnięte osobniki rodzaju męskiego rozdają Wam kwiaty, przeważnie różyczki i tulipanki. Choćbyśmy nie pamiętały, to po wyjściu na miasto święto kobiet atakuje.

Smutny akcent dotyczy śmierci zwierząt.
Na co dzień wszyscy jesteśmy nieśmiertelni, nasze zwierzęta również. A tu śmierć z kosą biega po mieście i kłusuje. Kilka ukochanych zwierząt zdradliwie zaatakowała, między innymi Parysa, psa mojej siostry. Ponieważ miała tylko tego jednego psa, a ja mam trzy, więc jeden na trochę, na otarcie łez pobiegł za siostrą i szwagrem (bezczelnie wywabiony z własnego legowiska). To "trochę" ciągle  trwa, i  pies ma teraz dwa domy i będąc zaprawioną w procederze wredną małpą okazuje zadowolenie.
My zrozumieliśmy zjawisko. Oni nie chcą obcego psa, który np.  nie powinien sam zostawać w domu, bo nie wiadomo, co mu strzeli do łba, dlatego uprowadzili naszego, któremu wiadomo, co strzeli do łba, bo zawsze strzela mu to samo (Matysowi Mądrej Głowie).
Więc osoba, której padło na głowę, skorzystała z okazji, żeby jechać do schroniska, capnąć  jakiegoś psa dużego (ludzie zwykle wolą małego), koniecznie lubiącego koty, który podbiegnie ufnie, bo wierzy w odmianę sierocego losu.

I to jest ten pies.
 :
Bal .
Baldo .
Baldzio dobly pieś.

Choć nie wzorowy, bo z zakusami na przemoc wobec kotów, więc było trochę zarządzania kryzysowego i chłopak się nasłuchał, że mu się ulewało z trąbek Eustachiusza.
Ale bingo!  potrafi już na widok kota zainstalować na gębie przyjazny uśmiech i łagodne spojrzenie.
Więc w ocenie ratingowej dotyczącej tej wrażliwej kwestii hojną rączką dajemy mu A.

niedziela, 5 marca 2017

Jakbym była zakochana

"Objawienia na temat miłości doznałam mniej więcej w wieku dwudziestu pięciu lat.
Spotkałam dawną przyjaciółkę, która wróciła do domu po tygodniu spędzonym w New Yorku.
Była zafascynowana pracami Picassa i Miro.
Obejrzała wystawę, przywiozła stertę książek.
Uderzyły mnie jej słowa:
"Całkiem, jakbym była zakochana".
I wyraz jej twarzy - jakby spotkała księcia z bajki.
Wtedy byłam już mężatką, uwielbiałam męża, ale nie było tanga o północy, róż, ani słodyczy, żadnych listów miłosnych na papierze o nadpalonych brzegach.
Uwaga przyjaciółki we mnie zapadła i kilka lat później również ja zrozumiałam, że wszystkie rozrywki i całą energię, laserowe skupienie - wszystko, co zainwestowałam w poszukiwania bratniej duszy, można przekierować.
Że pasja i zainteresowania mogą odnowić moje wieczne pragnienie, by się zakochać."


Choć nie powiem, żebym całą swoją energię skierowała na konkretną pasję, lecz bliski jest mi ten życiowy eliksir,  adrenalina,  stan "jakbym była zakochana", i myślę, że identyczny z naturalnym, bo pasja jest stanem szalonego zakochania. Każda z nas, szalonych, to potwierdzi.

Ja na przykład kocham się w papierowej wiklinie.

Nie bez znaczenia jest tu zaimek "się", bo jakoś dziwnie w jednej chwili serce swoim biciem połamało mi żebra, gdy koleżanka (bliska mi w dzieciństwie i teraz odnaleziona po latach) przystroiła moim rękodziełem swoje mieszkanie.

Jeżeli stół jest centralnym punktem pokoju, to misa z wikliny jest w centrum centralnego punktu.

 :
Znam też wersję, że centralnym punktem pokoju jest telewizor, co tam, pójdę na całość i pokombinuję z przybraniem telewizora :)) 

Teraz spójrzmy na półkę.
Półka co prawda jest pod ścianą.
Tłumaczenie dla mojego "się":  skromna poboczność wynika z tego, że kobiety, również wiklinowe są cichymi bohaterkami drugiego planu, więc nie pchają się na centrum.

 :
Tu mamy spracowane, smukłe Afrykanki przybyłe z czarnego lądu, w tym przypadku z  Pinterestu. Wzór naszkicowałam na kartce,  lecz nie mogę go teraz odszukać,  wiadomo, jak trzeba to pozamiatane.

I jeszcze wiklinowa osłonka na doniczkę.
Doniczka stoi na kolumnie głośnikowej, więc znów pierwszorzędne miejsce.
Onego czasu wypływające z głośnika rosyjskie romanse pobudzały roślinkę do życia,  była piękna i dorodna, teraz bez romansów ciut marnieje.

 :
Nawet zwilżanie nie zapobiega usychaniu,  czyli tak jak z małżeństwem, które przy życiu trzyma jedynie kredyt hipoteczny.  (podobieństwo przypadkowe)

No i jak tu się nie zachwycić taką koleżanką!
Stan zakochania się zakłócił mi prawdopodobnie równowagę chemiczną w mózgu i wykrzyknęłam bez krępacji, żeby się spodziewała następnych moich wiklinowych dzieł!  
W tym momencie na znak protestu złapał koleżankę atak kaszlu! (że te wszystkie wiklinowe gadżety będzie musiała ulokować gdzieś na poczesnym miejscu, hahaha :))

Cytat tłustym drukiem pochodzi z "Codzienności w Toskanii" Frances Mayes, do której kolorowej codzienności wyemigrowałam w nagrodę za szarą codzienność.

Dawna koleżanka..., pasja..., to dla nich skorzystałam z  cytatu.