środa, 8 marca 2017

Dzień Kobiet i Bal

W jaki sposób powinnyśmy przyjmować kwiaty od panów?
Jakie popełniamy błędy przy przyjmowaniu kwiatów?
Jeśli potrafimy to robić, lub widziałyśmy już ten tutorial, to i lepiej, utrwalmy sobie wiedzę.
Dążmy do absolutu i bądźmy idealne w przyjmowaniu kwiatów, a może nam się ta wiedza przydać nie tylko w nasze święto, ale zawsze wtedy, gdy z jakąś intencją i życzeniami dostajemy bukiet kwiatów.
Liczę, że w odpowiednim momencie wbijam się z tym kursem. Gdyby był zbyt wcześnie, to mogłybyśmy zapomnieć co nieco; dzisiaj to będzie w sam raz, centralnie w Dzień Kobiet!
W kilku przykładowych scenkach przyjmować kwiaty będzie Joanna Kołaczkowska (która jest moją idolką, i to nie wyłącznie jako specjalistka ds przyjmowania kwiatów)


Po tym miłym akcencie, akcent o smutnym brzmieniu, lecz z weselszą nutą przy końcu.
Zbierałam się długo, żeby o tym napisać, i nie mogłam się zebrać. Aż do dzisiaj, bo dziś jest weselej niż w zwykły dzień, od rana na ulicach kwiaciarki sprzedają badylki w celofanie, w pracy wypachnieni panowie mają dla pań drobne prezenciki. W spożywczakach i w galeriach uśmiechnięte osobniki rodzaju męskiego rozdają Wam kwiaty, przeważnie różyczki i tulipanki. Choćbyśmy nie pamiętały, to po wyjściu na miasto święto kobiet atakuje.

Smutny akcent dotyczy śmierci zwierząt.
Na co dzień wszyscy jesteśmy nieśmiertelni, nasze zwierzęta również. A tu śmierć z kosą biega po mieście i kłusuje. Kilka ukochanych zwierząt zdradliwie zaatakowała, między innymi Parysa, psa mojej siostry. Ponieważ miała tylko tego jednego psa, a ja mam trzy, więc jeden na trochę, na otarcie łez pobiegł za siostrą i szwagrem (bezczelnie wywabiony z własnego legowiska). To "trochę" ciągle  trwa, i  pies ma teraz dwa domy i będąc zaprawioną w procederze wredną małpą okazuje zadowolenie.
My zrozumieliśmy zjawisko. Oni nie chcą obcego psa, który np.  nie powinien sam zostawać w domu, bo nie wiadomo, co mu strzeli do łba, dlatego uprowadzili naszego, któremu wiadomo, co strzeli do łba, bo zawsze strzela mu to samo (Matysowi Mądrej Głowie).
Więc osoba, której padło na głowę, skorzystała z okazji, żeby jechać do schroniska, capnąć  jakiegoś psa dużego (ludzie zwykle wolą małego), koniecznie lubiącego koty, który podbiegnie ufnie, bo wierzy w odmianę sierocego losu.

I to jest ten pies.
 :
Bal .
Baldo .
Baldzio dobly pieś.

Choć nie wzorowy, bo z zakusami na przemoc wobec kotów, więc było trochę zarządzania kryzysowego i chłopak się nasłuchał, że mu się ulewało z trąbek Eustachiusza.
Ale bingo!  potrafi już na widok kota zainstalować na gębie przyjazny uśmiech i łagodne spojrzenie.
Więc w ocenie ratingowej dotyczącej tej wrażliwej kwestii hojną rączką dajemy mu A.

niedziela, 5 marca 2017

Jakbym była zakochana

"Objawienia na temat miłości doznałam mniej więcej w wieku dwudziestu pięciu lat.
Spotkałam dawną przyjaciółkę, która wróciła do domu po tygodniu spędzonym w New Yorku.
Była zafascynowana pracami Picassa i Miro.
Obejrzała wystawę, przywiozła stertę książek.
Uderzyły mnie jej słowa:
"Całkiem, jakbym była zakochana".
I wyraz jej twarzy - jakby spotkała księcia z bajki.
Wtedy byłam już mężatką, uwielbiałam męża, ale nie było tanga o północy, róż, ani słodyczy, żadnych listów miłosnych na papierze o nadpalonych brzegach.
Uwaga przyjaciółki we mnie zapadła i kilka lat później również ja zrozumiałam, że wszystkie rozrywki i całą energię, laserowe skupienie - wszystko, co zainwestowałam w poszukiwania bratniej duszy, można przekierować.
Że pasja i zainteresowania mogą odnowić moje wieczne pragnienie, by się zakochać."


Choć nie powiem, żebym całą swoją energię skierowała na konkretną pasję, lecz bliski jest mi ten życiowy eliksir,  adrenalina,  stan "jakbym była zakochana", i myślę, że identyczny z naturalnym, bo pasja jest stanem szalonego zakochania. Każda z nas, szalonych, to potwierdzi.

Ja na przykład kocham się w papierowej wiklinie.

Nie bez znaczenia jest tu zaimek "się", bo jakoś dziwnie w jednej chwili serce swoim biciem połamało mi żebra, gdy koleżanka (bliska mi w dzieciństwie i teraz odnaleziona po latach) przystroiła moim rękodziełem swoje mieszkanie.

Jeżeli stół jest centralnym punktem pokoju, to misa z wikliny jest w centrum centralnego punktu.

 :
Znam też wersję, że centralnym punktem pokoju jest telewizor, co tam, pójdę na całość i pokombinuję z przybraniem telewizora :)) 

Teraz spójrzmy na półkę.
Półka co prawda jest pod ścianą.
Tłumaczenie dla mojego "się":  skromna poboczność wynika z tego, że kobiety, również wiklinowe są cichymi bohaterkami drugiego planu, więc nie pchają się na centrum.

 :
Tu mamy spracowane, smukłe Afrykanki przybyłe z czarnego lądu, w tym przypadku z  Pinterestu. Wzór naszkicowałam na kartce,  lecz nie mogę go teraz odszukać,  wiadomo, jak trzeba to pozamiatane.

I jeszcze wiklinowa osłonka na doniczkę.
Doniczka stoi na kolumnie głośnikowej, więc znów pierwszorzędne miejsce.
Onego czasu wypływające z głośnika rosyjskie romanse pobudzały roślinkę do życia,  była piękna i dorodna, teraz bez romansów ciut marnieje.

 :
Nawet zwilżanie nie zapobiega usychaniu,  czyli tak jak z małżeństwem, które przy życiu trzyma jedynie kredyt hipoteczny.  (podobieństwo przypadkowe)

No i jak tu się nie zachwycić taką koleżanką!
Stan zakochania się zakłócił mi prawdopodobnie równowagę chemiczną w mózgu i wykrzyknęłam bez krępacji, żeby się spodziewała następnych moich wiklinowych dzieł!  
W tym momencie na znak protestu złapał koleżankę atak kaszlu! (że te wszystkie wiklinowe gadżety będzie musiała ulokować gdzieś na poczesnym miejscu, hahaha :))

Cytat tłustym drukiem pochodzi z "Codzienności w Toskanii" Frances Mayes, do której kolorowej codzienności wyemigrowałam w nagrodę za szarą codzienność.

Dawna koleżanka..., pasja..., to dla nich skorzystałam z  cytatu.

niedziela, 19 lutego 2017

Wiersz na Dzień Kota

Dawno po Dniu Kota, a ja wyskakuję z Dniem Kota.
Ogólnie to zapomniało mi się, ale  po namyśle postanowiłam uhonorować ten dzień miniony, bo przeczytałam coś, co nie pozwoliło mi przejść obojętnie. To twórczość kota-poety.
Istnieje bowiem w  przestrzeniach fb :

rynsztok intelektualny pełnosprytnego marginesu społecznego mącony przez Jego Kocią Osobowość ToFika- wulgarystę z Kociej Grupy Literackiej Skafander

oto jego miejscówka

Ten zdolny kot napisał o kocich, czyli również własnych talentach wiersz, który tu przepisuję i drżącą ze wzruszenia ręką podpisuję się pod  trafnością spostrzeżeń, które nic a nic nie są dziwne, bo kto może lepiej znać koci fenomen, jak nie przedstawiciel kociego rodu ?

Są to strofy trafiające w sedno, których lirycznym sprawcą jest Jego Kocia Osobowość ToFik:

bo koty są dobre na wszystko
jak cza to zajmo sie myszko

jak cza to drapno pazurem
jak cza to zalezo za skóre

jak cza to korzonki wygrzejo...
jak cza to pjesowi przygrzejo

jak cza to podkradno ci żarło
jak cza to lodówke ogarno

jak cza to tapete odświeżo
jak cza to sie zajmo odzieżo

jak cza to ci upno firany
jak cza to zrobio asany

jak cza to podrapio po pleckach
jak cza przypilnujo też dziecka

jak cza to zajmo sie kwiatem
jak cza to będo ci bratem

jak cza przypilnujo ci wyra
jak cza bo to ciężka jest tyra

jak cza przykryjo sie kordło
jak cza to też wydro sie mordo

jak cza popilnujo kartona
jak cza opaździerzo smartfona

jak cza opaździerzo pilota
jak cza bo to pestka dla kota

jak cza wyprasujo ci pranie
jak cza sprawdzo wode czy w kranie

jak cza wytro pod szafo kurze
jak cza ale moce są duże

jak cza mogo też stłuc doniczke
jak cza mogo liznąć języczkiem

jak cza mogo nalać do kapci
jak cza lec na kolanach u babci

jak cza mogo naplątać włóczki
jak cza znajo też inne sztuczki

jak cza to podrapio kanape
i wszystko na kocio łape

ale najtrwalsze to związki
cza tylko znać obowiązki

im więcej kota masz w domie
tym więcej masz porobione!


ToFik
wulgarysta z kociej grupy literackiej Skafander


Przeczytałam wiersz, a moje koty wydarły japy skandując:
Au-tor! Au-tor! Au-tor! 
(co brzmi trochę jak: Miau-au! gdyż moje koty seplenią)

Psy śpiąc milczą niezadowolone,  dowiedziały się, że koty mają swojego poetę, a psy to co? pies?
No niestety.

Wytłuszczoną czcionką przeniosłam oryginalnie wyskrobane  pazurem przez  JKO ToFika.

wtorek, 17 stycznia 2017

Szczury (Dla odważnych)

Są takie pierwotne instynkty, na które nie ma rady, i chyba szczurofobia się do nich zalicza. Nie wiem, czy na tę fobię istnieje lekarstwo, raczej nie istnieje, bo wtedy każdy bojący się szczurów skorzystałby chętnie z takiego specyfiku, i wtedy spokojnie, z uśmiechniętym pysiem schodziłby sobie dla czystej przyjemności do każdej zaszczurzonej piwnicy. Osobiście stwierdziłam w dzieciństwie, że mam dziwną siostrę, bo bojącą się szczurów; z biegiem czasu wyszło na jaw,  że znam sporo podobnie dziwnych osób. Nie dokuczałam siostrze z powodu tej dziwności, a ona w zamian nie wyśmiewała moich dziwactw. (O których teraz nie będę pisać, ale nie jestem gorsza i swoje fobie też zaliczam się do najbardziej pierwotnych instynktów, bo co sobie będę odmawiać ... ).

I od razu wrzucam na rozgrzewkę Szczura Nr 1.
Na zdjęciu mamy jedynie trzy łapy Szczura, to w ramach forów dla szczurofobów, bo potem już bez pardonu będę strzelać z ostrej amunicji.

 :
Informacja do zdjęcia:  mój Szczurenio został weganem. To pewniak, bo żaden inny kot nie zainteresował się tofucznicą ze szczypiorkiem, a Szczurenio się zainteresował, spróbował  kąsek jednym pazurkiem, a potem wylizał kawałek talerza.

No to następny krok podprowadzający do szczura prawdziwego.
Mam koleżankę, która dostała w prezencie dwie szczurki,  zawsze chciała takie mieć, ale nigdy się nie układało, dopiero jej chłopak zrealizował to życzenie, kupił jej i sobie po jednej szczurce.  Wiem od koleżanki i teraz powtórzę, że mocz i klocki tych szczurków wcale wyjątkowo nie śmierdzą, poza tym to bardzo czyste zwierzaczki, nie załatwiają się byle gdzie, są mądre i kochające, szkoda, że natura obdarzyła je wstrętną zewnętrzną powłoką. Jednak niektórzy uważają, że nie szata zdobi, a prawdziwe piękno jest ukryte.
Koniec wprowadzenia, za chwilę będą zdjęcia tych potworów, ale najpierw właściwa opowieść.
Pewnego razu jedna szczurka zachorowała i niestety zmarła. Druga szczurka bardzo za tamtą tęskniła, szkoda było patrzeć, a poza tym ciągle napraszała się przytulania, noszenia na rękach, całowana w nosek i drapana w brzuszek, stale po mieszkaniu dreptała za moją koleżanką lub za jej chłopakiem, zależy kto się napatoczył, i mogło się to źle skończyć, tzn, kalectwem albo śmiercią szczurki przez zadeptanie.  Dawniej, gdy szczurki były dwie, nocami spały słodko w klatce, teraz singielka każdej nocy przychodziła i kładła się na poduszce obok nich. W dzień okopywała się w ich ubraniach,  które przed zaśnięciem miętosiła i dziurawiła malowniczo.  Po prostu psychika jej się zryła, gdy została sama.  Moja koleżanka postanowiła wyciągnąć Miszkę (imię szczurki) z dołka i kupić jej w sklepie zoologicznym przyjaciółkę.
Tak też zrobiła.  Plan był dobry, lecz rezultat skomplikowany. Dziewczynki znienawidziły się od pierwszego spojrzenia. Bez powodu na dzień dobry wszczęły karczemną awanturę, która przerodziła się w regularną wojnę. Koleżanka gdzieś przeczytała, że nie wolno człowiekowi interweniować, dopóki nie poleje się krew, a jakoś tak walczyły bez polania krwi, więc zgodnie z instrukcją nie interweniowała.  Nadeszły święta, i należało jechać do rodziców.  Koleżanka nie pojechała do nich sama, wzięła ze sobą syna tych rodziców czyli swojego chłopaka i dwie szczurki zapakowane do wspólnej klatki. Przez dwa dni były pozostawione samym sobie, nikt się nimi nie interesował,  i co się okazało? że wspólna niedola jednoczy!  panienki zaprzyjaźniły się i aktualnie w tamtej rodzinie kwitnie przyjaźń i miłość. (Szczurza przyjaźń i ludzka miłość).
Koszyczek-szczureczek zrobiłam dla tej koleżanki na biurko, skoro tak lubi szczurki, to niech ma takiego wyplecionego z papieru.

 :

Na zdjęciu: szczurek Nr 2 i szczurek Nr 3 siedzą w szczurku Nr 4 i razem przyglądają się jak koleżanka zarabia na chlebek.
 :
Biała to Miszka, główna jej cecha to wrażliwość.
Czarno-biała to Kwejk, główna jej cecha to zazdrość .

PS
Koleżanka powiedziała, żebym zatytułowała ten wpis: "Szczury, czyli różne zboczenia ludzie mają".
Ale jakbym tak napisała, to bym to potwierdziła, a wcale tak nie myślę (że jak ktoś lubi szczury to jest zboczony:))

niedziela, 1 stycznia 2017

1 stycznia 2017

Pierwszy dzień Nowego Roku uczczę serdecznymi życzeniami dla Was oraz się pochwalę.
Ten rok jest  numeryczną jedynką, a jedynka to boskość i aktywność, więc takiego Wam go życzę: roku aktywnego z boskimi rezultatami.

A teraz przejdę do chwalenia się.

Ola wyczarowała dla mnie kartkę  i gwiazdkę
 :
oraz odprawiła magię życzeń...
 :

Tak wygląda koronka frywolitkowej gwiazdki.
 :
Czuję, że wspomniana boskość 2017 roku nie zrobi na Oli żadnego wrażenia, czego ta gwiazdka jest przykładem, wysupłana w żadnym boskim, lecz zwykłym roku, już minionym.

 :


Ciąg dalszy chwalenia: Magiczne miały być moje święta i były.
Mam jednak trochę cykora przed 2017, ale i nadzieję, że ugnie się i spuści z tonu.
Bo skoro życzenia od Oli się spełniają...

 :

Teraz poza planem, związana jedynie tematyką,  też gwiazdka.
Na czubku choinki u babci gwiazdka mojej produkcji. To ta sama, co rok temu, ale ciągle wygląda jak nowa. Babcia o gwiazdkę bardzo dba, więc obskoczy nią jeszcze dużo choinek. I tego jej życzyłam w ramach życzeń "stu lat". Babci, nie choince.

 :
Ciąg dalszy życzeń:
Mocno życzę Wam wszystkim:
Osiągajcie wyznaczone cele i podejmujcie kolejne wyzwania. Ale to w następnej kolejności, bo po pierwsze to zdrowia, zdrowia, zdrowia.
I jeszcze szczęścia, bo z nim łatwiej żyć.
Wspaniałego Nowego Roku!

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Idą Święta


"...Ktoś patrzy w mrok,
Ujrzeć chce pierwszą gwiazdkę...
A ona jest w oczach tych,
Co kochają nas..."


Niech w oczach Waszych najbliższych pojawia się błysk i blask, mocny i gorący, zawsze wtedy, gdy na Was patrzą, i niech ta iluminacja trwa w nieskończoność (lub tak długo jak tego pragniecie)
 
A Wasze oczy niech skrzą się gwiazdkami w kierunku tych, co Was kochają.

WESOŁYCH ŚWIĄT! 

DUŻO SZCZEŚCIA I DUŻO PIĘKNEGO RĘKODZIEŁA W 2017 ROKU!
 

Varius Manx "Hej ludzie, idą Święta"
(motto skubnęłam z tej świątecznej piosenki)



Poczekajmy cierpliwie jeszcze kilka dni na coroczny hit:  św. Mikołaj rozpocznie spełnianie naszych życzeń, może zahaczy o zaległe, o które prosimy, prosimy i doprosić się nie możemy. To będzie chwila prawdy, okaże się, co warte afirmację i ten cały Mikołaj, oby, oby, oby:))

czwartek, 8 grudnia 2016

W grudniu po południu

Nasze domowe kotki stanowczo odmawiają przebywania w pięknej budce z prawdziwej wikliny, którą dostały w kiedyś w spadku; ignorują przygadywanie, że oto fajna budka się marnuje, podczas gdy one wylegują się byle gdzie,  a głównie tam, gdzie właśnie człowiek ma chęć przysiąść.  I to nie tylko teraz: w grudniu po południu, ale o każdej porze dnia, miesiąca, a nawet roku.
Jednak, gdy plecie się budka gorsza i mniejsza, ale dla obcego kotka, to zmienia się naszym domowym kotom optyka, wtedy pokazują ostentacyjnie, że chętnie zamieszkałyby w fajnej kociej budce, a to jest ta fajna. 

Budka (w budowie) ma być posagiem dla kotka o imieniu Timorek, który święta spędzi już nie w azylu, lecz w swoim nowym domu z nową rodziną.


Jakiś czas temu zarzuciłam metodę wpisywania tu urywka książki aktualnie czytanej, chociaż sprawiało mi wielką frajdę wynajdywanie takiego urywka. Jednak najpierw przez jakiś czas czytywałam książki głównie z telefonu, którą to metodę podpowiedziała mi Jakatya, a był to znakomity sposób czytania w trakcie sprawowania urzędu nocnego detektywa.
Potem już było z górki, nawet jak czytałam papierowe książki, to bez objawienia, że coś się nadaje do przepisania na bloga. Aż do teraz.
Jest taki autor, którego książki są pigułkami szczęścia.  Do łykania wtedy, gdy we własnym życiu nie ma się z czego śmiać, kiedy utrzymywanie uśmiechu wywołuje ból mięśni twarzy, gdy książka jest bezpiecznym schronieniem, a nie podnietą i wyzwaniem, którą można się otulić jak pledem. Kilka lat temu rolę ciepłego kocyka pełniły dla mnie kryminały Agathy Christie. Książki Kornela Makuszyńskiego też mogą być takim schronieniem, a oprócz tego są absolutnymi pigułkami szczęścia.
W "Kartkach z kalendarza" natrafiłam na fragment pasujący do naszej aktualnej kartki z kalendarza, gdzie napisane Grudzień, więc zdmuchnęłam z bloga kurz i przepisuję jeden uryweczek:

"Wewnątrz biednych domków było jednakże gorąco, gdyż radość buchała wielkim żarem.
Dawano sobie podarunki, pośród których najcenniejszym bywała para skarpetek zrobionych na drutach przez jakąś babkę.
Był to szczyt wspaniałości, bogactwo niezmierne.
Skarpetki zrobione były zawsze "na wyrost"; w jedną z nich można było włożyć od razu dwie nogi.
Może dlatego chowano je nazajutrz do rodowego skarbca, aby je wydobyć znowu za rok, na Boże Narodzenie.
Trudno... Roztropna mądrość biedoty nie mogła dopuścić, aby synalek w nowych skarpetkach puszył się ponad stan i aby okrężną drogą - poprzez nogi - przewróciło mu się w głowie....
Raz jeden w życiu otrzymałem dość biedną gwiazdkę: przyrzeczenie, że dostanę skarpetki... Jakoś do tego nie doszło."

Okładka książki Kartki z kalendarza
Nie istnieją  tabletki tak dalece idealne, żeby nie aktywowały się niepotrzebne reakcje, z tymi też można doznać działania ubocznego: od czasu do czasu trzeba strzepać z rzęsy gorzką łzę.

Zaplanowałam ten post w grudniu po południu,  popołudnie dawno minęło, ale niestety, "w grudniu wieczorem" nie brzmi tak dobrze jak "w grudniu po południu".
Grudzień trwa i dobrze się ma.