sobota, 3 marca 2018

Plan B

W moim życiu powiało przygodą: rozdysponowanie nadprogramowego hajsu.
Dostałam zwrot podatku.
Natychmiast przed oczami stanął mi znak zapytania, co zrobić z tym pieniądzem? żeby nie przepadł we wszechświecie, lecz procentował.... Jak go zainwestować?
Pomysłu nie szukałam wśród fanaberii i efemeryd, ale podświadomości nie przewidzisz, bo podświadomość jest nieprzewidywalna. Podświadomie rozmowy w rodzinie rozpoczęłam dużo wcześniej, pomysł wtedy wydawał się odklejony, a teraz jak znalazł, gdy pełna kieszeń. Omówienie tematu zajęło dwa wieczory i jeden poranek (przed wyjazdem do pracy rzeczonego dnia). Zgoda wymaga kompromisu, ale to mój zwrot podatku, więc moje na wierzchu, haha.
Rzeczonego dnia z pracy wyruszyłam dziarsko. Za mostem szybkość zmalała, aż do tempa ślimaka zmęczonego życiem. Zrealizowałabym swoje zamiary w pierwszym założeniu (plan A), gdyby były mniejsze korki  lub gdybym wyjechała wcześniej,  ale wcześniej byłam w pracy, a praca jest pracą i wymaga różnych wyrzeczeń. Więc wyrzekając stałam w korku.

Na miejscu okazało się, że Plan A zrobił nas w bambuko i właśnie odjeżdżał z wizgiem opon po mokrym śniegu.
Bowiem mój pomysł polegał na nabyciu drogą kupna domowego czynnika stabilizującego. Takim czynnikiem stabilizującym naszą rodzinę są psy.
W schronisku było bardzo dużo tego czynnika. Wybrałam starego rezydenta tolerującego koty.
Zarezerwowałam go w rozmowie telefonicznej z pracownicą schroniska, a tu figa.
Nie żebym była czepialska, ale jednak wpadłam tam bez życzliwości, za to z awanturą. W stosownej chwili przyjęłam przeprosiny, wobec czego kierowniczka wyznała, że jest w schronisku pies z walorami identycznymi jak tamten z Planu A, tylko młodszy, ma jedynie osiem latek na karku.  Potem sprawy potoczyły się piorunem, bo na widok pieska serce mi zmiękło, więc Plan B okazał się niemniej udany od Planu A.
W aucie uświadomiłam sobie, że piesek jest kompletną tajemnicą (prócz wieku), więc pomknęłam przez wirtualne łącze do schroniska, a tam zero, wszystko o psie wykasowane,  minutkę po adopcji!
Pod natchnieniem chwili dałam mu ksywkę Tajemniczy.
Rodzinka grzecznie psa przyjęła.
Jedynie Baldo się wyłamał : zabronił mu wchodzić na patio, myślę, że coś sobie tam schował.

Oto, co z Tajemniczego wyszło w praniu: 

Gdy ktoś puka do drzwi:
Pies szczeka dźwięcznym głosem.
(i szuka kota do pogonienia)

Gdy kłócimy się:
Pies szczeka kłótliwym głosem.
(i szuka kota do pogonienia)

Gdy mówię: poproś!:
Pies stoi na dwóch łapkach i prosi.
(a bokiem się szczerzy na kota)

Gdy mówię: siad!:
Pies stoi. Jak mu się znudzi to siada.
(nie szuka kota, żeby na nim usiąść)

Gdy mówię: na miejsce!:
Pies wskakuje na fotel.
(Jak na fotelu jest kot, to nie szkodzi, znaczy, że fotel pusty, więc sadowi się obok.
Jak na fotelu jest pies, to znaczy, że fotel zajęty)

Gdy my się kładziemy spać, to pies pierwszy wskakuje pod kołdrę i kładzie główkę na poduszkę. Od razu zasypia i nie interesuje się resztą towarzystwa.

Acha,  jedzenie.
Postawiłam mu w miskach do wyboru:
- chrupki o smaku wołowiny,
- puszkę o smaku ryby,
- kaszę ze skórkami drobiowymi.
Wybrał kaszę. Skórki zostawił.
(Co to za  dieta? makro?)

Do krawiectwa nie zauważyłam u niego zdolności.
Jednak od niechcenia zerkał na moje szycie.
Nagle kot zainteresował się wiązadełkami przy torbie, pies wtedy zareagował. Pogonił kota.




Jak tajemnica to tajemnica,  więc do zdjęcia zasłania twarz

P.S. Może ktoś wie, czy status świadka koronnego jest dostępny psom?

10 komentarzy:

  1. Bardzo ładny i nieduży:) Ja czekam na swojego nowego pieska mam mieć w przyszłym tygodniu:) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajnie! pewnie już nie możesz się go doczekać.... życzę szczęścia Wam i pieskowi!
      Ten nasz jest tylko trochę wyższy od kota; pierwszy raz w życiu mam takiego niedużego psa, nawet sierść ma miękką i delikatną, kotkową.
      Słonecznego dnia Ci życzę:))

      Usuń
    2. A ja będę miała psa mniejszego od kota:)

      Usuń
  2. Świetnie opowiadasz o nowym przybyszu, który jak widać już się zadomowił i swoje prawa zna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, prawie od razu był zadomowiony! i jest bardzo, bardzo kochany. Wydaje mi się, że mieszkał ze starymi ludźmi, którzy go rozpieszczali yyy jak wnuka, karmili domową kuchnią z deserami, oczywiście przy stole, gdy sami jedli:))
      Przyjemnej niedzieli Ci życzę:))

      Usuń
  3. Usilnie poszukuję od kilku godzin planu B na życie;-) a tutaj taki prosty przepis, bo taki pies czy kot to człowiekowi życie ustawia z pełną premedytacją manipulując słodką mordą jakby po jakimś kursie PR był:-) Co by nie mówić, pies to jednak najlepszy przyjaciel (bo koty to urodzeni arystokratyczni egoiści:-)) Żeby ten mój pies umiał gadać, chociaż może lepiej nie:-) Torba boska! Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Tak samo jak Twoja sunia, moje psiska też nie gadają, i też jestem z tego zadowolona. Bo trochę spokoju, chociaż te moje to okropnie przeklinają:)) a koty wciąż rozmrakane, głównie jak wracają z dworu to dzioby im się nie zamykają, to chyba o doznaniach marcowych.
      Ale widzisz, okazuje się, że nie ma co żałować planu A, tylko zrobić miejsce dla planu B. Teraz nie mogę nawet pomyśleć spokojnie, że tego słodkiego rudzielca mogłabym nie mieć. To jest pies idealny, ...chyba, że po tym naszym wspólnym miodowym miesiącu się zmieni, ech, podły męski ród na wszystko stać:))

      Usuń
  4. Gdzieś przeczytałam kiedyś, że aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien mieć psa, który będzie go kochał, i kota, który będzie go ignorował:-) A najlepiej po dwa, żeby każdy pies i każdy kot w domu miał swojego towarzysza i kogoś kogo można troszkę pogonić dla zabawy, bo mam nadzieję, że Wasz Tajemniczy gania koty tylko dla zabawy.
    Życzę dużo radości z czochrania miękkiego futerka i obserwowania układów w menażerii:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Uwielbiam Twój styl opowieści!
      PS II - Torba super:-)

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo! ..hahaha... właśnie tak! Z definicji! Układy w menażerii są przezabawne, tymczasem piesio przestał zauważać koty, może sam chce być kotem, bo ładuje się na kolana, chociaż na chwilę, potem mu gorąco, ale co poleży, to jego, i właśnie niech mu ktoś wtedy czochra uszki. Kapselek jako jedyny z kotów nie darował mu, że był ganiany, więc odgrywa się tak: podbiegnie do rudzielca, prychnie mu nad głową i zwiewa. Rudzielec nawet nie otwiera oczu, bo Kapsel robi to tylko, gdy jest pewien, że tamten śpi. Czyli nie prowokacja, tylko ratowanie resztek kociego honoru:))

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny.