wtorek, 18 kwietnia 2017

Skomplikowane emocje

Na swoim przykładzie powiem, że znajomości blogowe czasem bywają niestety interesowne.
Niniejszym macie do czynienia z taką osobą i osoba ta postanowiła wyjawić w punktach swój sekretny sposób na wydębienie rękodzieła.

Tak to zrobiłam:

1. Weszłam na bloga do  Oli i sprawdziłam, czy już zaczęła robić kartki okazjonalne (w tym przypadku wielkanocne).
2. Gdy ujrzałam, że już zaczęła, to szybko wysłałam Oli kartkę własną.  (Litościwie dla siebie przemilczę ten temat, ...myślałam, że wyszła lepiej, ale właśnie się przekonałam, że rzeczywistość jest okrutna).
3. Z szerokim uśmiechem na obliczu przeczytałam wkrótce na Papierolkach o potrzebie dorobienia kartek.
4. Ola tworzy,  ja zaciskam kciuki.
5. I czekam na Wielki Tydzień.





To jest właśnie Oli rękodzieło specjalnie dla mnie!!!
W środku piękne życzenia specjalnie dla mnie!!!

I to była bardzo miła rzecz, która mnie spotkała w Wielkim Tygodniu,  dla równowagi była też rzecz bardzo niemiła w tym samym Wielkim Tygodniu.
Ja i inna kocia mama umówiłyśmy się, że jedziemy z kotami do weterynarza.
W samym środku miasta pewien wariat wziął na serio napis na moim aucie "Jedź za mną, znam skróty" i zamiast jechać spokojnie za mną to wziął ostry zakręt i ogarnął mi samochód do złomowania. Żywy nabój w środku auta, czyli my dwie kocie mamy, zostałyśmy puknięte w głowy, teraz  chodzimy w kołnierzach ortopedycznych i cieszymy się z życia.
Pies (miałyśmy wziąć koty, ale w ostatniej chwili wzięłyśmy psa, zadziałał siódmy zmysł kocich mam, czyli  koty ocalić:)) też żyje, szaleje i szczeka. Ale on już wcześniej miał skłonność do histerycznych zachowań.

Taka sytuacja.

sobota, 15 kwietnia 2017

Wesołej Wielkanocy

Wesołych Świąt Wielkanocnych
i spełnienia wszystkich marzeń
  (...bez znaczenia jak ekscentrycznych:))

i żeby rozum zgadzał się z sercem
  (...przynajmniej mniej więcej:))

i było dużo pieniędzy
 (...więcej niż pomysłów, na co ją wydać:))

i pod dostatkiem szczęścia
 (...a także umiejętności go rozpoznania:))

oraz wszelkiego dobrostanu ze zdrowiem na początku!!!

A tymczasem zajączek za chwilę wskoczy do koszyczka!


Czy mógłby ktoś zawołać i zająć czymś tego psa?  żeby zajączek miał  chwilę spokoju.
Tylko czy można wypucować się na różowo bez pomocy psiego jęzora?
(Fota ukradziona z równoległego świata w internecie)

sobota, 1 kwietnia 2017

Ostrzeżenie

Chodzi o to, żebyśmy uczyli się na błędach innych.
Poza tym żebyśmy się w porę zorientowali, że ktoś próbuje nam wcisnąć żart primaaprilisowy innego dnia niż 1 kwietnia.
Z małym wyjątkiem! jeżeli to my robimy ten żart innym, wtedy zawsze jest bardzo śmiesznie dla wszystkich!
Więc wyszczególniam w punktach,  bez gmatwania, do łatwego pamiętania.

Historyjka może się potoczyć choćby tak:

1. Pilnie potrzebujemy jedną rzecz z drogerii, więc w drodze do pracy wstępujemy do Rossmanna.
2. Śpieszymy się, więc nie zwiedzamy sklepu tylko zgarniamy rzecz z półki do koszyka, i w długą do kasy.
3. Nagle energicznie wyprzedza nas elegancka pani.
4. Nie przepychamy się, a nawet grzecznie zwalniamy kroku, niech idzie pierwsza, skoro śpieszy się bardziej od nas. Też ma tylko jedną rzecz w koszyku.
5. Ustawiamy się w kolejce za elegancką panią.
6. Elegancka w tej samej chwili odwraca w naszą stronę ładną i naburmuszoną buzię.
7. I odzywa w te słowa (domyślamy się, że do nas): zaraz wracam.
8. W ostatniej chwili wraca z pełniutkim koszykiem. (mieliśmy nadzieję, że nie zdąży, ale trudno).
9. Kasjerka kasuje zakupy eleganckiej.
10. Elegancka odzywa się ponownie (tym razem w stronę kasjerki): potrzebuję dwa płyny x, ale nie wiem, gdzie leżą, niech pani przyniesie.
11. Kasjerka domyśla się, że to do niej, więc wstaje od kasy i idzie po płyny x.
12. Długo jej nie ma (spieszymy się,  więc "długo" trwa bardzo długo), ale wreszcie przynosi te płyny.
13. Elegancka płaci banknotem 500 złotowym.
14. W tym momencie czujemy,  jak wbija nas w glebę, bo w Rossmannie nigdy przenigdy nie mają czym wydać. Ożesz, ta elegancka przegina w najgrubszym miejscu ...
15. Wbrew naszym czarnym prognozom kasjerka bez problemu wydaje resztę. I już kasuje nasz jeden jedyny artykuł.
W tym wypadku żart ma szczęśliwe zakończenie,  a my mamy szczęście w życiu, bo okazało się, że do pracy jednak się nie spóźnimy.

Szkoda że nie mogę zaliczyć tego incydentu jako żartu, który fajnie spuentowałby 1 kwietnia. Bo było to trochę przed 1 kwietnia.

No to niniejszym ostrzegłam przed śpieszącymi się eleganckimi paniami.

A teraz ostrzegę przez zwykłymi perfidnymi dziewuchami, które też stosują metodę całorocznego primaaprilisu.
Na przykład ja stosuję. 

Mam na aucie taki napis:


 :
Zawsze jakieś auta za mną jadą,  ja wtedy rechoczę się cały czas! Bo jadę objazdami!

środa, 29 marca 2017

Magicznie, romantycznie

Jak to możliwe, żeby trzy miesiące klecić rzecz łatwą i prostą?  na filmiku w pintereście  powstającą w ciągu paru chwil? Niestety, to prawda,  kilka miesięcy mojego mozołu równa się tamtym kilku chwilom.

 :

Aż zatrwożona zaczęłam się zastanawiać, czy jakaś magiczna siła nie maczała tu swoich rąk po same łokcie.

Po pierwsze.
Na początku uporczywie chował się przed moim wzrokiem, a gdy wreszcie szczęśliwie zapominałam, że mam jakiś projekt do realizacji, to niespodziewanie powracał z magiczną siłą, jak bumerang.
(Potem co prawda przyszło olśnienie, że sama schowałam ukręcone krążki do szafy, a szukając czego innego zdziwiona na nie natrafiłam).

Po drugie.
Piękne, choć zatrute jabłuszko pozazdrościło szkatule wybitnej urody.
Bez odpowiedzi pozostanie pytanie, kiedy jabłuszko oglądało w pintereście tamtą wybitnej urody szkatułę? bo przecież nie chodzi o moją.
Dowód: zdjęcie poniżej. Jabłuszko samo gwiazdorzy!  
(Z całą pewnością jest magicznie zatrute, bo kraśniutkie z lica, lecz skórkę ma gorzką, można ją myć, szorować do upojenia, nic nie pomaga. No to jakie ma być jabłuszko? tylko zatrute!)

Po trzecie.
Łyżeczka (ze stali szlachetnej, ale o nieszlachetnym charakterze): miała asystować szkatułce lub jej partnerować, a ukradła rolę pierwszoplanową i cały błysk poszedł na nią.
Wynik jest taki, że szkatuła i jabłuszko asystują łyżeczce.
 :


Szkatułkę pomalowałam na czarno i teraz wygląda jak z laki uczesanej grzebieniem. Uczciwie powiem, że w rzeczywistości wygląda lepiej niż na fotce.
 :
Miała być śliczna i magiczna, więc wykąpałam ją w magicznie czarnej farbie,  prawie natychmiast tego żałując...
Dobrze, że farba nie zamazała całkowicie szlaczków, to widać moją benedyktyńską pracę przy tej szkatule.
 :

Mam jeszcze z innej parafii fatalne zdjęcie, więc je też wykorzystam.
Wyjaśnienie do zdjęcia:

Baldino zakochał się w Aszy!
i wciąż próbuje jej kraść ogniste całusy.
Bo Baldo to ogniście romatnyczny kawaler, i to absolutna prawda.
Stwarzanie romantycznego nastroju przychodzi mu śpiewająco. Na przykład śpiewa romantyczne kawałki, które od pierwszej nuty trzeba ogniście jodłować i Baldo jodłuje. Wszyscy wtedy szybko przybiegamy, niczym podpiekani żywym ogniem i wykrzykujemy, że ogromnym talentem dysponuje Baldino.
Albo taki przykład: znajdzie w kuchni drewnianą skrzyneczkę po jabłkach,  połupie ją na drzazgi, wtedy zmuszeni do wykorzystania drewienek rozniecamy ogień w kominku i już jest romantycznie, tak jak zaplanował Baldo.
 :

Teraz dla zatarcia złego wrażenia rozmazanym zdjęciem Balda, będzie nierozmazane zdjęcie Bobka, który choć chorowity i półtora nieszczęścia, ale za to tłusty i fotogeniczny.
Bobek z mądrą miną zamarł w pozie sfinksa, więc mogłam bez pośpiechu sfotografować piękne oczy i smutne usta bez uśmiechu.

 :

Bardzo ten kot jest magiczny (jedno oko na Maroko) i romantyczny (nos wąchał prymule przy samej ziemi, potem wydrapał pazurem dołek i....)

środa, 8 marca 2017

Dzień Kobiet i Bal

W jaki sposób powinnyśmy przyjmować kwiaty od panów?
Jakie popełniamy błędy przy przyjmowaniu kwiatów?
Jeśli potrafimy to robić, lub widziałyśmy już ten tutorial, to i lepiej, utrwalmy sobie wiedzę.
Dążmy do absolutu i bądźmy idealne w przyjmowaniu kwiatów, a może nam się ta wiedza przydać nie tylko w nasze święto, ale zawsze wtedy, gdy z jakąś intencją i życzeniami dostajemy bukiet kwiatów.
Liczę, że w odpowiednim momencie wbijam się z tym kursem. Gdyby był zbyt wcześnie, to mogłybyśmy zapomnieć co nieco; dzisiaj to będzie w sam raz, centralnie w Dzień Kobiet!
W kilku przykładowych scenkach przyjmować kwiaty będzie Joanna Kołaczkowska (która jest moją idolką, i to nie wyłącznie jako specjalistka ds przyjmowania kwiatów)


Po tym miłym akcencie, akcent o smutnym brzmieniu, lecz z weselszą nutą przy końcu.
Zbierałam się długo, żeby o tym napisać, i nie mogłam się zebrać. Aż do dzisiaj, bo dziś jest weselej niż w zwykły dzień, od rana na ulicach kwiaciarki sprzedają badylki w celofanie, w pracy wypachnieni panowie mają dla pań drobne prezenciki. W spożywczakach i w galeriach uśmiechnięte osobniki rodzaju męskiego rozdają Wam kwiaty, przeważnie różyczki i tulipanki. Choćbyśmy nie pamiętały, to po wyjściu na miasto święto kobiet atakuje.

Smutny akcent dotyczy śmierci zwierząt.
Na co dzień wszyscy jesteśmy nieśmiertelni, nasze zwierzęta również. A tu śmierć z kosą biega po mieście i kłusuje. Kilka ukochanych zwierząt zdradliwie zaatakowała, między innymi Parysa, psa mojej siostry. Ponieważ miała tylko tego jednego psa, a ja mam trzy, więc jeden na trochę, na otarcie łez pobiegł za siostrą i szwagrem (bezczelnie wywabiony z własnego legowiska). To "trochę" ciągle  trwa, i  pies ma teraz dwa domy i będąc zaprawioną w procederze wredną małpą okazuje zadowolenie.
My zrozumieliśmy zjawisko. Oni nie chcą obcego psa, który np.  nie powinien sam zostawać w domu, bo nie wiadomo, co mu strzeli do łba, dlatego uprowadzili naszego, któremu wiadomo, co strzeli do łba, bo zawsze strzela mu to samo (Matysowi Mądrej Głowie).
Więc osoba, której padło na głowę, skorzystała z okazji, żeby jechać do schroniska, capnąć  jakiegoś psa dużego (ludzie zwykle wolą małego), koniecznie lubiącego koty, który podbiegnie ufnie, bo wierzy w odmianę sierocego losu.

I to jest ten pies.
 :
Bal .
Baldo .
Baldzio dobly pieś.

Choć nie wzorowy, bo z zakusami na przemoc wobec kotów, więc było trochę zarządzania kryzysowego i chłopak się nasłuchał, że mu się ulewało z trąbek Eustachiusza.
Ale bingo!  potrafi już na widok kota zainstalować na gębie przyjazny uśmiech i łagodne spojrzenie.
Więc w ocenie ratingowej dotyczącej tej wrażliwej kwestii hojną rączką dajemy mu A.

niedziela, 5 marca 2017

Jakbym była zakochana

"Objawienia na temat miłości doznałam mniej więcej w wieku dwudziestu pięciu lat.
Spotkałam dawną przyjaciółkę, która wróciła do domu po tygodniu spędzonym w New Yorku.
Była zafascynowana pracami Picassa i Miro.
Obejrzała wystawę, przywiozła stertę książek.
Uderzyły mnie jej słowa:
"Całkiem, jakbym była zakochana".
I wyraz jej twarzy - jakby spotkała księcia z bajki.
Wtedy byłam już mężatką, uwielbiałam męża, ale nie było tanga o północy, róż, ani słodyczy, żadnych listów miłosnych na papierze o nadpalonych brzegach.
Uwaga przyjaciółki we mnie zapadła i kilka lat później również ja zrozumiałam, że wszystkie rozrywki i całą energię, laserowe skupienie - wszystko, co zainwestowałam w poszukiwania bratniej duszy, można przekierować.
Że pasja i zainteresowania mogą odnowić moje wieczne pragnienie, by się zakochać."


Choć nie powiem, żebym całą swoją energię skierowała na konkretną pasję, lecz bliski jest mi ten życiowy eliksir,  adrenalina,  stan "jakbym była zakochana", i myślę, że identyczny z naturalnym, bo pasja jest stanem szalonego zakochania. Każda z nas, szalonych, to potwierdzi.

Ja na przykład kocham się w papierowej wiklinie.

Nie bez znaczenia jest tu zaimek "się", bo jakoś dziwnie w jednej chwili serce swoim biciem połamało mi żebra, gdy koleżanka (bliska mi w dzieciństwie i teraz odnaleziona po latach) przystroiła moim rękodziełem swoje mieszkanie.

Jeżeli stół jest centralnym punktem pokoju, to misa z wikliny jest w centrum centralnego punktu.

 :
Znam też wersję, że centralnym punktem pokoju jest telewizor, co tam, pójdę na całość i pokombinuję z przybraniem telewizora :)) 

Teraz spójrzmy na półkę.
Półka co prawda jest pod ścianą.
Tłumaczenie dla mojego "się":  skromna poboczność wynika z tego, że kobiety, również wiklinowe są cichymi bohaterkami drugiego planu, więc nie pchają się na centrum.

 :
Tu mamy spracowane, smukłe Afrykanki przybyłe z czarnego lądu, w tym przypadku z  Pinterestu. Wzór naszkicowałam na kartce,  lecz nie mogę go teraz odszukać,  wiadomo, jak trzeba to pozamiatane.

I jeszcze wiklinowa osłonka na doniczkę.
Doniczka stoi na kolumnie głośnikowej, więc znów pierwszorzędne miejsce.
Onego czasu wypływające z głośnika rosyjskie romanse pobudzały roślinkę do życia,  była piękna i dorodna, teraz bez romansów ciut marnieje.

 :
Nawet zwilżanie nie zapobiega usychaniu,  czyli tak jak z małżeństwem, które przy życiu trzyma jedynie kredyt hipoteczny.  (podobieństwo przypadkowe)

No i jak tu się nie zachwycić taką koleżanką!
Stan zakochania się zakłócił mi prawdopodobnie równowagę chemiczną w mózgu i wykrzyknęłam bez krępacji, żeby się spodziewała następnych moich wiklinowych dzieł!  
W tym momencie na znak protestu złapał koleżankę atak kaszlu! (że te wszystkie wiklinowe gadżety będzie musiała ulokować gdzieś na poczesnym miejscu, hahaha :))

Cytat tłustym drukiem pochodzi z "Codzienności w Toskanii" Frances Mayes, do której kolorowej codzienności wyemigrowałam w nagrodę za szarą codzienność.

Dawna koleżanka..., pasja..., to dla nich skorzystałam z  cytatu.

niedziela, 19 lutego 2017

Wiersz na Dzień Kota

Dawno po Dniu Kota, a ja wyskakuję z Dniem Kota.
Ogólnie to zapomniało mi się, ale  po namyśle postanowiłam uhonorować ten dzień miniony, bo przeczytałam coś, co nie pozwoliło mi przejść obojętnie. To twórczość kota-poety.
Istnieje bowiem w  przestrzeniach fb :

rynsztok intelektualny pełnosprytnego marginesu społecznego mącony przez Jego Kocią Osobowość ToFika- wulgarystę z Kociej Grupy Literackiej Skafander

oto jego miejscówka

Ten zdolny kot napisał o kocich, czyli również własnych talentach wiersz, który tu przepisuję i drżącą ze wzruszenia ręką podpisuję się pod  trafnością spostrzeżeń, które nic a nic nie są dziwne, bo kto może lepiej znać koci fenomen, jak nie przedstawiciel kociego rodu ?

Są to strofy trafiające w sedno, których lirycznym sprawcą jest Jego Kocia Osobowość ToFik:

bo koty są dobre na wszystko
jak cza to zajmo sie myszko

jak cza to drapno pazurem
jak cza to zalezo za skóre

jak cza to korzonki wygrzejo...
jak cza to pjesowi przygrzejo

jak cza to podkradno ci żarło
jak cza to lodówke ogarno

jak cza to tapete odświeżo
jak cza to sie zajmo odzieżo

jak cza to ci upno firany
jak cza to zrobio asany

jak cza to podrapio po pleckach
jak cza przypilnujo też dziecka

jak cza to zajmo sie kwiatem
jak cza to będo ci bratem

jak cza przypilnujo ci wyra
jak cza bo to ciężka jest tyra

jak cza przykryjo sie kordło
jak cza to też wydro sie mordo

jak cza popilnujo kartona
jak cza opaździerzo smartfona

jak cza opaździerzo pilota
jak cza bo to pestka dla kota

jak cza wyprasujo ci pranie
jak cza sprawdzo wode czy w kranie

jak cza wytro pod szafo kurze
jak cza ale moce są duże

jak cza mogo też stłuc doniczke
jak cza mogo liznąć języczkiem

jak cza mogo nalać do kapci
jak cza lec na kolanach u babci

jak cza mogo naplątać włóczki
jak cza znajo też inne sztuczki

jak cza to podrapio kanape
i wszystko na kocio łape

ale najtrwalsze to związki
cza tylko znać obowiązki

im więcej kota masz w domie
tym więcej masz porobione!


ToFik
wulgarysta z kociej grupy literackiej Skafander


Przeczytałam wiersz, a moje koty wydarły japy skandując:
Au-tor! Au-tor! Au-tor! 
(co brzmi trochę jak: Miau-au! gdyż moje koty seplenią)

Psy śpiąc milczą niezadowolone,  dowiedziały się, że koty mają swojego poetę, a psy to co? pies?
No niestety.

Wytłuszczoną czcionką przeniosłam oryginalnie wyskrobane  pazurem przez  JKO ToFika.

wtorek, 17 stycznia 2017

Szczury (Dla odważnych)

Są takie pierwotne instynkty, na które nie ma rady, i chyba szczurofobia się do nich zalicza. Nie wiem, czy na tę fobię istnieje lekarstwo, raczej nie istnieje, bo wtedy każdy bojący się szczurów skorzystałby chętnie z takiego specyfiku, i wtedy spokojnie, z uśmiechniętym pysiem schodziłby sobie dla czystej przyjemności do każdej zaszczurzonej piwnicy. Osobiście stwierdziłam w dzieciństwie, że mam dziwną siostrę, bo bojącą się szczurów; z biegiem czasu wyszło na jaw,  że znam sporo podobnie dziwnych osób. Nie dokuczałam siostrze z powodu tej dziwności, a ona w zamian nie wyśmiewała moich dziwactw. (O których teraz nie będę pisać, ale nie jestem gorsza i swoje fobie też zaliczam się do najbardziej pierwotnych instynktów, bo co sobie będę odmawiać ... ).

I od razu wrzucam na rozgrzewkę Szczura Nr 1.
Na zdjęciu mamy jedynie trzy łapy Szczura, to w ramach forów dla szczurofobów, bo potem już bez pardonu będę strzelać z ostrej amunicji.

 :
Informacja do zdjęcia:  mój Szczurenio został weganem. To pewniak, bo żaden inny kot nie zainteresował się tofucznicą ze szczypiorkiem, a Szczurenio się zainteresował, spróbował  kąsek jednym pazurkiem, a potem wylizał kawałek talerza.

No to następny krok podprowadzający do szczura prawdziwego.
Mam koleżankę, która dostała w prezencie dwie szczurki,  zawsze chciała takie mieć, ale nigdy się nie układało, dopiero jej chłopak zrealizował to życzenie, kupił jej i sobie po jednej szczurce.  Wiem od koleżanki i teraz powtórzę, że mocz i klocki tych szczurków wcale wyjątkowo nie śmierdzą, poza tym to bardzo czyste zwierzaczki, nie załatwiają się byle gdzie, są mądre i kochające, szkoda, że natura obdarzyła je wstrętną zewnętrzną powłoką. Jednak niektórzy uważają, że nie szata zdobi, a prawdziwe piękno jest ukryte.
Koniec wprowadzenia, za chwilę będą zdjęcia tych potworów, ale najpierw właściwa opowieść.
Pewnego razu jedna szczurka zachorowała i niestety zmarła. Druga szczurka bardzo za tamtą tęskniła, szkoda było patrzeć, a poza tym ciągle napraszała się przytulania, noszenia na rękach, całowana w nosek i drapana w brzuszek, stale po mieszkaniu dreptała za moją koleżanką lub za jej chłopakiem, zależy kto się napatoczył, i mogło się to źle skończyć, tzn, kalectwem albo śmiercią szczurki przez zadeptanie.  Dawniej, gdy szczurki były dwie, nocami spały słodko w klatce, teraz singielka każdej nocy przychodziła i kładła się na poduszce obok nich. W dzień okopywała się w ich ubraniach,  które przed zaśnięciem miętosiła i dziurawiła malowniczo.  Po prostu psychika jej się zryła, gdy została sama.  Moja koleżanka postanowiła wyciągnąć Miszkę (imię szczurki) z dołka i kupić jej w sklepie zoologicznym przyjaciółkę.
Tak też zrobiła.  Plan był dobry, lecz rezultat skomplikowany. Dziewczynki znienawidziły się od pierwszego spojrzenia. Bez powodu na dzień dobry wszczęły karczemną awanturę, która przerodziła się w regularną wojnę. Koleżanka gdzieś przeczytała, że nie wolno człowiekowi interweniować, dopóki nie poleje się krew, a jakoś tak walczyły bez polania krwi, więc zgodnie z instrukcją nie interweniowała.  Nadeszły święta, i należało jechać do rodziców.  Koleżanka nie pojechała do nich sama, wzięła ze sobą syna tych rodziców czyli swojego chłopaka i dwie szczurki zapakowane do wspólnej klatki. Przez dwa dni były pozostawione samym sobie, nikt się nimi nie interesował,  i co się okazało? że wspólna niedola jednoczy!  panienki zaprzyjaźniły się i aktualnie w tamtej rodzinie kwitnie przyjaźń i miłość. (Szczurza przyjaźń i ludzka miłość).
Koszyczek-szczureczek zrobiłam dla tej koleżanki na biurko, skoro tak lubi szczurki, to niech ma takiego wyplecionego z papieru.

 :

Na zdjęciu: szczurek Nr 2 i szczurek Nr 3 siedzą w szczurku Nr 4 i razem przyglądają się jak koleżanka zarabia na chlebek.
 :
Biała to Miszka, główna jej cecha to wrażliwość.
Czarno-biała to Kwejk, główna jej cecha to zazdrość .

PS
Koleżanka powiedziała, żebym zatytułowała ten wpis: "Szczury, czyli różne zboczenia ludzie mają".
Ale jakbym tak napisała, to bym to potwierdziła, a wcale tak nie myślę (że jak ktoś lubi szczury to jest zboczony:))

niedziela, 1 stycznia 2017

1 stycznia 2017

Pierwszy dzień Nowego Roku uczczę serdecznymi życzeniami dla Was oraz się pochwalę.
Ten rok jest  numeryczną jedynką, a jedynka to boskość i aktywność, więc takiego Wam go życzę: roku aktywnego z boskimi rezultatami.

A teraz przejdę do chwalenia się.

Ola wyczarowała dla mnie kartkę  i gwiazdkę
 :
oraz odprawiła magię życzeń...
 :

Tak wygląda koronka frywolitkowej gwiazdki.
 :
Czuję, że wspomniana boskość 2017 roku nie zrobi na Oli żadnego wrażenia, czego ta gwiazdka jest przykładem, wysupłana w żadnym boskim, lecz zwykłym roku, już minionym.

 :


Ciąg dalszy chwalenia: Magiczne miały być moje święta i były.
Mam jednak trochę cykora przed 2017, ale i nadzieję, że ugnie się i spuści z tonu.
Bo skoro życzenia od Oli się spełniają...

 :

Teraz poza planem, związana jedynie tematyką,  też gwiazdka.
Na czubku choinki u babci gwiazdka mojej produkcji. To ta sama, co rok temu, ale ciągle wygląda jak nowa. Babcia o gwiazdkę bardzo dba, więc obskoczy nią jeszcze dużo choinek. I tego jej życzyłam w ramach życzeń "stu lat". Babci, nie choince.

 :
Ciąg dalszy życzeń:
Mocno życzę Wam wszystkim:
Osiągajcie wyznaczone cele i podejmujcie kolejne wyzwania. Ale to w następnej kolejności, bo po pierwsze to zdrowia, zdrowia, zdrowia.
I jeszcze szczęścia, bo z nim łatwiej żyć.
Wspaniałego Nowego Roku!