czwartek, 2 listopada 2017

Facet z grobu obok


"- Co byś zrobił, gdybyś na eleganckim przyjęciu nagle zorientował się, że masz rozpięty rozporek? - zapytałam.

- Wyjąłbym klejnoty, przedstawił się jako rzecznik Krajowego Towarzystwa Ekshibicjonistów i spytał, czy ktoś chciałby  wspomóc naszą sprawę jakimś datkiem - odpowiedział. - Nie - dodał po chwili. - Tak naprawdę pewnie próbowałbym jak najszybciej zapiąć rozporek, ale zamek zaciąłby się na obrusie i cała zastawa poleciałaby na podłogę. Wtedy bym wstał i uśmiechając się od ucha do ucha, ruszyłbym w stronę drzwi z obrusem wystającym z rozporka. Schodząc po schodach, potknąłbym się i złamał obie nogi!
A co ty byś zrobiła, gdybyś kupiła książkę w księgarni, zapłaciła za nią, a potem w drugiej księgarni ekspedientka oskarżyłaby cię, że ją ukradłaś?

- Śmiejąc się histerycznie, szybko bym za nią zapłaciła. Kupiłabym jeszcze trzy takie same, mamrocząc pod nosem, że to świetna książka i że zamierzam ją podarować w prezencie znajomym. A potem wyszłabym stamtąd z czerwonymi uszami, zostawiając wszystkie cztery egzemplarze na ladzie!

Dochodzimy do wniosku, ze jeśli on jest pierwszym głupkiem w kraju, to ja się świetnie nadaję na jego żonę. Mnie też można będzie wypchać i pokazywać w skansenie."
"Facet z grobu obok" Katarina Mazzeti

Książka z grobem w tytule, z której pochodzi fragment, nachalnie domagała się wzmianki wczorajszego dnia, gdy słowo "groby" odmienialiśmy przez wszystkie przypadki.
Fajna jest ta książka, i jeśli ktoś po nią sięgnie, to nie popełni błędu, pod warunkiem, że nie odrzuca go od tematu pod nazwą: rolnik szuka żony. Bo będzie tu miał do czynienia z rolnikiem, który ni mniej ni więcej tylko szuka żony! książka jednak wcale ale to wcale nie głupkowata.
(Przecież jakbym wpisała za mądry fragment, to ktoś pomyślałby, że zabłądził na jakiś nowy mądry blog i potem byłoby mu przykro, że figa, bo to zmyłka była).

A wczoraj...
Wczoraj wysłuchałam Tofika (z Literkowej Grupy Wulgarystów Ska-fan-der) potem w skrytości czekałam...


"helołinów nie obchodze
jakoś mi z tym nie po drodze
  nic już na to nie poradze
  jeste zwykłym polskim dziade
może razem podziadujmy......
obrzędować sie nie bójmy
  wspominajmy duchy kocie
  co za tęczo są ich krocie
ja to czekam na Parchata
może przyjdzie do mje brata
  może Maszka też przybieży
  i mje morde opaździerzy
no i Wypłoś z pępkiem w oku
nie ma go nie ma od roku
  pełne miski już czekajo
  może przyjdo droge znajo..."


W miejsce Wypłosia, Maszki i Parchata wstawiłam imiona swoich zwierząt.
Nie przyszły. Czy może właśnie przyszły,  serce mi nie daje bowiem konkretnej odpowiedzi.

Ogólnie wszystko, co wyskrobie pazurem Tofik jest mojego życia mottem. (dużo tego musi być, świat się zmienia, trzeba być na bieżąco). Toteż wczorajszą poezję chętnie wcieliłam w życie.  Polski dziad Tofik - wg mnie Mickiewicz wśród kotów - wieszczy bowiem samą prawdę.
 "Pijmy zdrowie Mickiewicza, on nam słodkich chwil użycza". Nie mam tu na myśli alkoholu, może być np. mleko bez laktozy,  podobno dla kota ambrozja.
Koci Mickiewicz o imieniu Tofik wyskrobał już niejedną kocią Pieśń Filaretów, więc mu się należy.


Poza aksjomatem o dwóch prostych równoległych, które nigdy się nie przetną, należy przyjąć do wiadomości taki sam pewnik, że listopad toruje drogę depresji, przypomina o kruchości istnień,  ponawia pytania, na które zwykle mamy wykrętną odpowiedź: zastanowię się później.
W tym roku były dość miłe złego początki, październik szeleścił niczym jesienny liść, że potrzebuje jeszcze czasu, trochę zastanowienia, chce ubrać rośliny w złoto i snuć srebrne mgły,... ale dwie bezczelne wichury użyły przymusu bezpośredniego, i w konsekwencji złota jesień uległa po ostatniej dramatycznej październikowej nocy. Zapanowała słota, .. jak to jedna literka wszystko zmienia, "z" 👉 "s".
W niżowej listopadowej zatoce można by zwariować na miejscu, ale ja jestem cwana gapa i znam kwitnące rośliny, które można wyprowadzać na dwór, a one nie przestraszą się listopada i nigdy nie padną martwym trupem (ani żywym trupem też nie padną).
Wiecznie żywe, zawsze żywe kwiaty na torbie


Przedtem kwitły na spódnicy.
Motyw haftowanych kwiatów w połączeniu z czarnym tłem wydał mi się tak elegancki, że aż za zbytnio jak dla mnie. Na torbie, bo na spódnicy spoko. Więc wszyłam w torbę trochę dżinsu, i w ten sposób dodałam jej codzienności.

Teraz elegancja jest zbalansowana,  w sam raz.


Obraz znaleziony dla: Facet z grobu obok książka
"Facet z grobu obok" Katariny Mazzeti to jest ta książka, która się prosiła, żeby wskoczyć do postu 1 listopada. 
Nie uległam, bo książki trzeba mądrze kochać, nie zawsze mają rację, więc nie słuchać ich jak pies trąby, nie spełniać ich wszystkich zachcianek, bo gotowe wejść człowiekowi na głowę.
Ha! nie ze mną te numery, bo ja jestem cwana gapa.
Więc poszliśmy na kompromis,  Zaduszki!

10 komentarzy:

  1. Facet z grobu obok, brzmi dla mnie zupełnie normalnie, w końcu mieszkam obok cmentarza:-)Cytat bardzo zachęcający do lektury, nawet jeżeli to "tylko rolnik" szuka żony, to chętnie bym z nim poszukała.
    Moje Tofikowe miski zagospodarował Tofik2, korzysta z nich bez chwili zadumy nad Tofikiem1, a potem korzysta jeszcze ze swoich, które podobno u sąsiada też zawsze są pełne. Ale w sumie fajnie, ze się czasami taka nowa kocia dusza pałęta pod nogami i domaga stanowczo (oprócz pełnych misek) drapania za uchem.
    Torba jest boska! Elegancja na co dzień i ogród zimowy. No cwana z Ciebie Krawcowa taki sobie pocieszacz codzienny wyczarować. Ciekawe kiedy ja się w końcu przemogę do tej mojej maszyny... Pozdrawiam listopadowo:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie też normalnie, całkiem bez patosu niejeden raz na wagarach byłam na cmentarzu! Ten tytuł, aż forma nad treścią, tymczasem zawartość bardzo nadaje się do czytania, szybkiego, bez irytacji, czyli plus.:)) Pani i pan spotykają się na cmentarzu, on przyszedł do matki, ona do męża. Na cmentarzu tak jak wszędzie, gdy los pozwoli, można kogoś poznać...
      Ja we Wszystkich Świętych od zawsze lubię cmentarze, dawniej, bardzo dawno, z dzieciakami z wieżowca gapiliśmy się na rozpalony ogniście cmentarz. Ciągle pamiętam, jakie to było piękne. Fakt, że nad czerwoną łuną unosiła się czarna chmura dymu, ale nikt na to nie zwracał uwagi. Wtedy już powoli zaczynały się pojawiać lampiony z zamkniętym w środku ogniem, koszmar, wyglądało jakby zabrakło "życia" na cmentarzu.
      Jak to dobrze, że zostawiłaś miski Tofika, ze względu na głodne kocie brzuszki, a na pewno ten jeden (Tofika 2,po konsumpcji łakomy pieszczot). . A ja od wczoraj mam kocie maleństwo, dostałam na przechowanie, taki chłopak wziął kotka, a potem okazało się, że ma alergię na biedną kocinkę. ..no więc nie planuję za energicznie szukać kocince domu.
      Dzięki za dobre słowo o torbie, teraz dopiero dostrzegam to, co Ty zauważyłaś, ona jest faktycznie jak zimowy ogród, te kwiaty są chłodne, żółto cytrynowe, eleganckie i zimne.
      Może to poisencja?
      Ja gdybym umiała takie cuda, co Ty, to bym nawet nie patrzyła w stronę maszyny:))

      Usuń
  2. Ach ta książka już kiedyś za mną chodziła już nawet tytuł zapisałam że może niebawem wypożyczę bo kuszący tytuł ma ;) Torba wspaniała cudnie się prezentuję :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo! a na książce się nie zawiedziesz, lekkostrawna i do czytania bez namaszczenia; ja to już się zaczaiłam na drugą część.
      Pozdrawiam:))

      Usuń
  3. Ha! Co za tytuł, zupełnie nie wiadomo z czym można mieć do czynienia;-). Ale torba - przepiękna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ale nie, żadne zaświaty tam nie występują, całkowicie ziemskie problemy. Żeńskie i męskie z przyległościami. (To tytuł zaważył, że ją tu wpisałam:))
      Bardzo dziękuję za pochwałę:))

      Usuń
  4. Fajny tytuł. Mysl że książka zaawna. Totba super

    OdpowiedzUsuń
  5. Miało być zabawna oraz torba. Osz tak to jest jak sie piszę z komórki

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny.