niedziela, 5 marca 2017

Jakbym była zakochana

"Objawienia na temat miłości doznałam mniej więcej w wieku dwudziestu pięciu lat.
Spotkałam dawną przyjaciółkę, która wróciła do domu po tygodniu spędzonym w New Yorku.
Była zafascynowana pracami Picassa i Miro.
Obejrzała wystawę, przywiozła stertę książek.
Uderzyły mnie jej słowa:
"Całkiem, jakbym była zakochana".
I wyraz jej twarzy - jakby spotkała księcia z bajki.
Wtedy byłam już mężatką, uwielbiałam męża, ale nie było tanga o północy, róż, ani słodyczy, żadnych listów miłosnych na papierze o nadpalonych brzegach.
Uwaga przyjaciółki we mnie zapadła i kilka lat później również ja zrozumiałam, że wszystkie rozrywki i całą energię, laserowe skupienie - wszystko, co zainwestowałam w poszukiwania bratniej duszy, można przekierować.
Że pasja i zainteresowania mogą odnowić moje wieczne pragnienie, by się zakochać."


Choć nie powiem, żebym całą swoją energię skierowała na konkretną pasję, lecz bliski jest mi ten życiowy eliksir,  adrenalina,  stan "jakbym była zakochana", i myślę, że identyczny z naturalnym, bo pasja jest stanem szalonego zakochania. Każda z nas, szalonych, to potwierdzi.

Ja na przykład kocham się w papierowej wiklinie.

Nie bez znaczenia jest tu zaimek "się", bo jakoś dziwnie w jednej chwili serce swoim biciem połamało mi żebra, gdy koleżanka (bliska mi w dzieciństwie i teraz odnaleziona po latach) przystroiła moim rękodziełem swoje mieszkanie.

Jeżeli stół jest centralnym punktem pokoju, to misa z wikliny jest w centrum centralnego punktu.

 :
Znam też wersję, że centralnym punktem pokoju jest telewizor, co tam, pójdę na całość i pokombinuję z przybraniem telewizora :)) 

Teraz spójrzmy na półkę.
Półka co prawda jest pod ścianą.
Tłumaczenie dla mojego "się":  skromna poboczność wynika z tego, że kobiety, również wiklinowe są cichymi bohaterkami drugiego planu, więc nie pchają się na centrum.

 :
Tu mamy spracowane, smukłe Afrykanki przybyłe z czarnego lądu, w tym przypadku z  Pinterestu. Wzór naszkicowałam na kartce,  lecz nie mogę go teraz odszukać,  wiadomo, jak trzeba to pozamiatane.

I jeszcze wiklinowa osłonka na doniczkę.
Doniczka stoi na kolumnie głośnikowej, więc znów pierwszorzędne miejsce.
Onego czasu wypływające z głośnika rosyjskie romanse pobudzały roślinkę do życia,  była piękna i dorodna, teraz bez romansów ciut marnieje.

 :
Nawet zwilżanie nie zapobiega usychaniu,  czyli tak jak z małżeństwem, które przy życiu trzyma jedynie kredyt hipoteczny.  (podobieństwo przypadkowe)

No i jak tu się nie zachwycić taką koleżanką!
Stan zakochania się zakłócił mi prawdopodobnie równowagę chemiczną w mózgu i wykrzyknęłam bez krępacji, żeby się spodziewała następnych moich wiklinowych dzieł!  
W tym momencie na znak protestu złapał koleżankę atak kaszlu! (że te wszystkie wiklinowe gadżety będzie musiała ulokować gdzieś na poczesnym miejscu, hahaha :))

Cytat tłustym drukiem pochodzi z "Codzienności w Toskanii" Frances Mayes, do której kolorowej codzienności wyemigrowałam w nagrodę za szarą codzienność.

Dawna koleżanka..., pasja..., to dla nich skorzystałam z  cytatu.

19 komentarzy:

  1. Świetny fragment przytoczyłaś i zgadzam się z nim w zupełności. Tak są takie stany, że "jak zakochana" :-))))) A Twoje wikliniaki są bardzo urocze, ale Afrykanki to skradły mi serce totalnie. Piękne, filigranowe, w energetycznych ciuszkach i te misy, no istne cuda. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komplementy papierowych wikliniaków. Wszystkie musiały być w malinowym kolorze, specjalnie dobierałam ton. A Afrykankę jeszcze jedną mam zanadrzu, pozuje z kawą. Ciekawi mnie mina koleżanki, gdy się dowie, że znów ta wiklina na nią czeka..
      Jak to cudownie, że to od nas samych zależy, czy wprowadzimy się w stan zakochania, bez narząnia na fanaberie jakiegoś bubka. (Bo w bubku tak łatwo się zakochać:)) Fanaberie związane z rękodziełem to sama radość i szczęście:))

      Usuń
  2. Piekne prace wiklinowe.I mysle ze cala ksiazka jest rownie ciekawa, jak przytoczony fragment.Pozdrawiam milo.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi




    1. Dzięki za miłe słowo o mojej wiklinie! Masz rację, ciekawa jest ta książka, tytuł zdradza wszystko, lekko napisana, choć nie tylko o lekkim życiu w Toskanii:))

      Usuń
  3. Lubię takie ucieczki w cudze życie. Wyłącznie w książkach. Koszyczki i osłonki są śliczne, dopracowane, idealne. Doskonale ożywiają pomieszczenie.
    Moje małżeństwo nie zobowiązuje żaden kredyt i jest mi z tym dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! w książce jestem na jednakowych prawach z jej bohaterami. A jeszcze sobie o nich (współbohaterach:)) można między wierszami coś wyczytać. Czy jest coś lepszego? nawet kino nie dorównuje.
      Mam nadzieję, że doceniasz swoje małżeństwo? że nie potrzebuje kleju o nazwie hipoteka?
      Dzięki wielkie za ciepłe słowa o mojej twórczości wikliniarskiej.

      Usuń
  4. Świetne "wy-plotki" :)
    Zgadzam się z Tobą w zupełności, że każda prawdziwa pasja to taki "stan zakochania". Może nawet o tyle lepszy, że ów obiekt zakochanie nie oszuka, nie zdradzi, charakteru nie zmieni... ;)
    A książka, sądząc po fragmencie zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety, zawsze wydawało mi się niesprawiedliwe, że piękni ludzie są z wzajemnością na okrągło zakochani, a brzydcy przeważnie muszą zadowolić się brzydkimi, a przecież też mają potrzebę kontaktu z pięknem, w sensie urody oblicza. A teraz widzę, że jest sprawiedliwość, bo wszyscy mogą kochać wielką i piękną wzajemną miłością. (Jak piękne rękodzieło, to wzajemna!) Która nie zdradzi, nie oszuka, nie wyjdzie na jaw niezgodność charakterów i jakieś brudne sprawki. Aleluja!

      Usuń
  5. Ja stanowczo protestuję! Ja bym chętnie te splotki sobie pooglądała w szczegółach, a tu trzy fotki... No ja wiem, że w domowej aranżacji im ładniej, ale miłością to się trzeba chwalić i dozować powolutku jak przysmak najlepszy, a nie tak łapczywie wszystko od razu. Osłonka ma świetny kształt, a Afrykanki bomba! A co do tej miłości to ja mam problem no bo zakochana jestem na zabój kilka razy a i tak ciągle szukam nowych wrażeń, to chyba ma więcej wspólnego z obsesją rękodzielniczą niż miłością, a obsesja to raczej rodzaj zboczenia:-D Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i całe szczęście, że nie! bo nie zaimponowałabym Ci żadną swoją wikliną, tą też nie. Wiesz co, wreszcie zrozumiałam, dlaczego moja ukochana wiklina urodą nie grzeszy. Logicznie wytłumaczę i jako matematyczka przyznasz mi rację: Twoja wiklina musi być piękna, żeby Cię sobą zachwycać bez końca, bo jak tylko odwrócisz od niej wzrok, to zaraz jakieś inne rękodzieło kradnie Ci serce i zakochujesz się w następnej na zabój. I tak dalej i dalej, i dalej. Tak, wiklina czuje, że wciąż jesteś gotowa na nowy romans, panno Donżuanko.
      (Bo ja to wiernie jestem zakochana w tej swojej paskudzie i paskuda w kierunku urody to najwyżej się umaluje na czerwono:))

      Usuń
  6. To ja w takim razie ciągle chodzę zakochana. Bo jak mi jedna pasja na chwilę słabnie to inna rośnie w siłę;) Pięknie ozdobiłaś koleżance mieszkanie. Wcale się nie dziwię Twojej miłości do wikliny. Mnie też do niej ciągnęło. Trochę przestało jak się okazało, że do tej techniki mam dwie lewe ręce. Ale żal pozostał i taka mała tęsknota. A tym cytatem mnie bardzo zainteresowałaś. Jeśli mi kiedyś wpadnie w ręce ta książka to na pewno ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ty lubisz jesień i zimę dużo bardziej od lata, więc książka z Toscanią w roli głównej nie będzie miała na Ciebie takiego wpływu. Mnie się jawi, że jest to raj na ziemi, poza tym nie trzeba jechać na koniec świata, żeby skosztować tego raju, wystarczy kupić dom w Toscanii. No ba, w Toscanii...(Raj bez dachu nad głową gorzej brzmi:))
      Jeżeli Cię kusi wiklina to spróbuj jeszcze raz. Ja plotę bardzo przeciętnie, ale wystarcza mi to w zupełności, ten cały rytuał począwszy od kręcenia rurek, a skończywszy na lakierowaniu. Ależ to fajna praca.

      Usuń
    2. W Toskanii to ja bym nawet lato lubiła;) Jak czasami oglądam "Ucieczkę na kontynent" to jestem gotowa "się poświęcić" i wyprowadzić do Portugalii albo Chorwacji... Choć nie przeczę, że Norwegia i skandynawskie klimaty bardziej mnie kręcą. Nie sądzę bym wróciła do wikliny. No chyba, że na silnych antydepresantach i z podręcznym workiem treningowym;) To taka technika na wspomnienie której do tej pory mnie bierze wk......;)

      Usuń
    3. O nie! czy uwierzysz, że ja mam tak samo z haftem? Wystarczyło, że pomyślałam o wyszywaniu, a wtedy obiecałam i musiałam wyszyć, to ogarniała mnie wścieklica gigant. A to moje wyszywanie... pożal się boże!
      (ja to wszędzie bym pojechała, tylko musiałabym zapakować wszystkich do samochodu i na czołówkę z tirem, i samej wyskoczyć w ostatniej chwili;))

      Usuń
    4. Ja też jestem uziemiona;) Na wiele lat...

      Usuń
    5. Ja też jestem uziemiona;) Na wiele lat...

      Usuń
  7. Chyba też potrzebuję wyemigrować w takie miejsce, bo choć doskonale znam uczucie zakochania w pasji, to wiem też, że zakochanie też może zmęczyć. I to jak cholera.
    Piękne są Twoje papierowe wykliny, te Afrykanki mnie urzekły szczególnie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pasja (zakochanie też) to cudowna męka i potrafi nawet doprowadzić do szaleństwa, szczególnie geniuszy sobie upodobała i im miesza w głowach. Zresztą wszystkie wielkie uczucia są skomplikowane. Dlatego taka emigracja jest jak cudowne lekarstwo: po krótkiej emigracji jest obowiązkowa nostalgia, i wracasz uzdrowiona. Aż do następnego razu.

      Usuń
  8. Podziwiam Twoje wyczyny wiklinowe. Te Afrykanki są niesamowite po prostu! A co do pasji, to moje znasz i nie wyobrażam sobie bez nich życia, ale nie wiem czy dają mi one stan podobny do zakochania?...hmmm...są chyba bardziej uspokajające niż pobudzające:))
    Buziaki!:))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny.