Niniejszym macie do czynienia z taką interesowną osobą, która postanowiła wyjawić w punktach swój sekretny sposób na wydębienie rękodzieła.
Tak to zrobiłam:
1. Weszłam na bloga do Oli i sprawdziłam, czy już zaczęła robić kartki okazjonalne (w tym przypadku wielkanocne).
2. Gdy ujrzałam, że już zaczęła, to szybko wysłałam Oli kartkę własną. (Litościwie dla siebie przemilczę ten temat, ...myślałam, że wyszła lepiej, ale właśnie się przekonałam, że rzeczywistość jest okrutna).
3. Z szerokim uśmiechem na obliczu przeczytałam wkrótce na Papierolkach o potrzebie dorobienia kartek.
4. Ola tworzy, ja zaciskam kciuki.
5. I czekam na Wielki Tydzień.

To jest właśnie Oli rękodzieło specjalnie dla mnie!!!
W środku piękne życzenia specjalnie dla mnie!!!
I to była bardzo miła rzecz, która mnie spotkała w Wielkim Tygodniu, dla równowagi była też rzecz bardzo niemiła w tym samym Wielkim Tygodniu.
Ja i inna kocia mama umówiłyśmy się, że jedziemy z kotami do weterynarza.
W samym środku miasta pewien wariat wziął na serio napis na moim aucie "Jedź za mną, znam skróty" i zamiast jechać spokojnie za mną to wziął ostry zakręt i ogarnął mi samochód do złomowania. Żywy nabój w środku auta, czyli my dwie kocie mamy, zostałyśmy puknięte w głowy, teraz chodzimy w kołnierzach ortopedycznych i cieszymy się z życia.
Pies (miałyśmy wziąć koty, ale w ostatniej chwili wzięłyśmy psa, zadziałał siódmy zmysł kocich mam, czyli koty ocalić:)) też żyje, szaleje i szczeka. Ale on już wcześniej miał skłonność do histerycznych zachowań.
Taka sytuacja.