W moim życiu powiało przygodą: rozdysponowanie nadprogramowego hajsu.
Dostałam zwrot podatku.
Natychmiast przed oczami stanął mi znak zapytania, co zrobić z tym pieniądzem? żeby nie przepadł we wszechświecie, lecz procentował.... Jak go zainwestować?
Pomysłu nie szukałam wśród fanaberii i efemeryd, ale podświadomości nie przewidzisz, bo podświadomość jest nieprzewidywalna. Podświadomie rozmowy w rodzinie rozpoczęłam dużo wcześniej, pomysł wtedy wydawał się odklejony, a teraz jak znalazł, gdy pełna kieszeń. Omówienie tematu zajęło dwa wieczory i jeden poranek (przed wyjazdem do pracy rzeczonego dnia). Zgoda wymaga kompromisu, ale to mój zwrot podatku, więc moje na wierzchu, haha.
Rzeczonego dnia z pracy wyruszyłam dziarsko. Za mostem szybkość zmalała, aż do tempa ślimaka zmęczonego życiem. Zrealizowałabym swoje zamiary w pierwszym założeniu (plan A), gdyby były mniejsze korki lub gdybym wyjechała wcześniej, ale wcześniej byłam w pracy, a praca jest pracą i wymaga różnych wyrzeczeń. Więc wyrzekając stałam w korku.
Na miejscu okazało się, że Plan A zrobił nas w bambuko i właśnie odjeżdżał z wizgiem opon po mokrym śniegu.
Bowiem mój pomysł polegał na nabyciu drogą kupna domowego czynnika stabilizującego. Takim czynnikiem stabilizującym naszą rodzinę są psy.
W schronisku było bardzo dużo tego czynnika. Wybrałam starego rezydenta tolerującego koty.
Zarezerwowałam go w rozmowie telefonicznej z pracownicą schroniska, a tu figa.
Nie żebym była czepialska, ale jednak wpadłam tam bez życzliwości, za to z awanturą. W stosownej chwili przyjęłam przeprosiny, wobec czego kierowniczka wyznała, że jest w schronisku pies z walorami identycznymi jak tamten z Planu A, tylko młodszy, ma jedynie osiem latek na karku. Potem sprawy potoczyły się piorunem, bo na widok pieska serce mi zmiękło, więc Plan B okazał się niemniej udany od Planu A.
W aucie uświadomiłam sobie, że piesek jest kompletną tajemnicą (prócz wieku), więc pomknęłam przez wirtualne łącze do schroniska, a tam zero, wszystko o psie wykasowane, minutkę po adopcji!
Pod natchnieniem chwili dałam mu ksywkę Tajemniczy.
Rodzinka grzecznie psa przyjęła.
Jedynie Baldo się wyłamał : zabronił mu wchodzić na patio, myślę, że coś sobie tam schował.
Oto, co z Tajemniczego wyszło w praniu:
Gdy ktoś puka do drzwi:
Pies szczeka dźwięcznym głosem.
(i szuka kota do pogonienia)
Gdy kłócimy się:
Pies szczeka kłótliwym głosem.
(i szuka kota do pogonienia)
Gdy mówię: poproś!:
Pies stoi na dwóch łapkach i prosi.
(a bokiem się szczerzy na kota)
Gdy mówię: siad!:
Pies stoi. Jak mu się znudzi to siada.
(nie szuka kota, żeby na nim usiąść)
Gdy mówię: na miejsce!:
Pies wskakuje na fotel.
(Jak na fotelu jest kot, to nie szkodzi, znaczy, że fotel pusty, więc sadowi się obok.
Jak na fotelu jest pies, to znaczy, że fotel zajęty)
Gdy my się kładziemy spać, to pies pierwszy wskakuje pod kołdrę i kładzie główkę na poduszkę. Od razu zasypia i nie interesuje się resztą towarzystwa.
Acha, jedzenie.
Postawiłam mu w miskach do wyboru:
- chrupki o smaku wołowiny,
- puszkę o smaku ryby,
- kaszę ze skórkami drobiowymi.
Wybrał kaszę. Skórki zostawił.
(Co to za dieta? makro?)
Do krawiectwa nie zauważyłam u niego zdolności.
Jednak od niechcenia zerkał na moje szycie.
Nagle kot zainteresował się wiązadełkami przy torbie, pies wtedy zareagował. Pogonił kota.
Jak tajemnica to tajemnica, więc do zdjęcia zasłania twarz

P.S. Może ktoś wie, czy status świadka koronnego jest dostępny psom?