Podziwiając jego talent zadumałam się nad nieodkrytymi jeszcze talentami moich własnych dzieciaków. Najmłodszych dzieciaków, bo u starszych to ma się rozumieć bezdyskusyjna klęska urodzaju, talent na talencie, aż miejsca brak.
Gdy sobie wieczorem przypomniałam, o tym zadumaniu, to jakby na zawołanie wpadł mi w oczy Czesiulek, co właśnie już-już zasypiał w drewnianej wanience (takiej na drobiazgi, których nie ma gdzie włożyć)

Niepodziewanie rolę drobiazgów, których nie ma gdzie włożyć przyjęła cebula. Niespodziewanie, bo cebula to akurat ma swoje miejsce, ale to nieważny szczegół jest.

Czesiulek po chwili zajarzył (bystre dziecko!), że będę robić zdjęcia jakiemuś obiektowi i prawdopodobnie on albo cebula jest tym obiektem, więc zaczął przybierać pozy. Jednocześnie zasłaniając łapką cebulę, żeby się nie lansowała (dziecko nie tylko bystre, ale i roztropne!)

Od takich obrotów ktoś inny dostałby zawrotów głowy i mdłości. A Czesiulek nie dostał.

W tym momencie to już każda cebula może tylko sobie popłakać z zachwytu; Czesiulek ma talent, ogromny talent...

do wyginania kociej jednostki!!!
Co za szczęście, że talent Czesiulka jest już odkryty, od jutra szlifowanie.
Tym dobrym początkiem rozpoczynam odkrywanie talentów u mojego przychówku.
Ja nie leniąc się poprzebierałam palcami i uplotłam koszyczek dla koleżanki od sprężynki, która nie jest sprężynką, lecz pieskiem.

Sprężynce nie przypadł do gustu koszyczek i nie zechciała w nim (albo gdzieś obok) sprężynować. Talent sprężynowania rozkwita w pełni na spacerze w wesołym psio-ludzkim towarzystwie. Ale wtedy ja już zapomniałam o koszyku i dlatego na zdjęciu jest sama sprężynka.