G.Masterton oczarował mnie kiedyś książką pt. "Drapieżcy" (tak, oczarował, bo "Drapieżcy" oczarowują, a mówię to ja, nieczytająca wcale horrorów!) , cudnie się czytało tę książkę, to chyba był ten osławiony wyjątek od reguły, że nic! wcale! a tu nagle olśnienie i rewelacja.
Natomiast "Bazyliszek".... taki sobie baśniowy horror o tym, jak naukowcy próbują powołać do życia gryfa, czyli hybrydę lwa i orła. Czyta się szybko, akcja się wikła, prze do przodu, a nawet prowadzi do naszego Krakowa, więc możemy mieć miłą niespodziankę, że w bliskich sercu stronach oraz w naszych ojczystych legendach poszukuje się bazyliszka.
Ale czytałam siłą rozpędu (żeby nic nie kusiło do analizowania i snucia).
Teraz urywek, ale mało straszny, ...chociaż może jednak trochę, bo czytając o jego pochodzeniu genetycznym można się wzdrygnąć bez powodu...
"Istnieje tylko jedno stworzenie, które ma jednocześnie wszystkie te trzy typy DNA (ssaka, ptaka i gada), i wszyscy wiedzą, że jest to dziobak.
Dziobak ma futro, wysiaduje jaja, a samce dziobaka mają także jad, jak węże.
Jego pochodzenie genetyczne sięga 70-ciu milionów lat wstecz, do czasów, kiedy niemal każde stworzenie na naszej planecie było jakąś odmianą gada."
Naturalnie odnalazłam w sieci zdjęcia dziobaka, żeby tu wkleić dla ilustracji.
Taki jest teraz i tak wyglądał 70 milionów lat temu,
...o szit, wkleiło mi się przy okazji zdjęcie dziobaka XXIwiecznego, no trudno, niech zostanie i ten współczesny dziobak (dzióbek śliczności).
W sumie to nie ma tego złego, gdy człowiek pół nocy czyta i wymęczony kładzie się spać, to nawet koszmary się go nie imają.

Mocny sen ochrania przed bazyliszkiem!
A ostatnio chyba za długo spałam (chcąc odespać zmęczenie) i niestety źle mi się spało. A nawet z koszmarami pod powieką, nie był to jednak bazyliszek (to było zanim się dowiedziałam, że może potwór w nocy straszyć ludzi).
Niedawno przypadkowo nadstawiłam uszu słysząc w tv rozmowę ze specjalistami o jakości snu i jego optymalnej długości.
Specjaliści oznajmili wszem, że dorosły człowiek powinien spać około ośmiu godzin.
Jak stałam tak usiadłam z wrażenia.
I prowadzący też byli zdziwieni, wtrącili uwagę, że człowiek się cieszy, jeżeli ma szansę przespać choć sześć godzin.
Trochę mnie przeraziła wiadomość, że najlepiej osiem godzin, bo niby sprawa oczywista, że sen to nie tylko odpoczynek, lecz oczyszczenie organizmu, regeneracja mózgu na poziomie komórkowym i regulacja funkcji życiowych (tak,tak), ale czy się o tym pamięta? na pewno nie.
Żeby podtrzymać do końca nastrój grozy: okładka mojej wczorajszej lektury:

Jeśli jednak miałabym polecać, to z dwóch przeczytanych przeze mnie horrorów G. Mastertona, bardziej przestraszyłam się "Drapieżców".