piątek, 20 marca 2015

Wiosenna depresja

Dzisiaj bez rękodzieła.
(Najpierw o sielance, potem uderzę z grubej rury).
Kotek z landszaftu to jest Tofik sprawdzający w lustrze czystość pyszczka, bo jak  czysty, to nie warto się myć i energię wytracać.
Nawiasem mówiąc wygląd pyszczka okazał się tak jak zawsze bardzo zadowalający, więc mycia znów nie było.
Jeżeli podejrzewacie Tofika, że w marcowy ciepły wieczór ruszył na podryw gorących lasek, to nie zgadliście. Wieczorem jak zwykle godzinami sobie wyglądał przez okno, potem zjadł kolację i grzecznie kropnął się w bety. Bez mycia, bo jak już się dowiedzieliśmy, kot jest czyściutki sam z siebie.
(Ciekawe skąd mu się wziął przydomek Tofik Śmierdząca Łapa....)


Tak więc Tofik nie poczuł w marcu woli bożej, całe noce (z kilkoma nieuniknionymi przerwami) śpi we własnym łóżku (czyli w naszym), a we dnie medytuje, czasem nad wodą się zaduma,  panta rhei pomyśli ( ...pewnie o szybkich rybkach, bo te to ciągle na dobrych dopalaczach).
Laudacje, które o nim tutaj wcześniej wygadywałam,  że koci casanowa,  powinnam teraz głośno odszczekać. My to myśleliśmy, że cały marzec będzie dla Tofika jedną wielką Love Parade. Bo tylko on ma do niej kwalifikacje,  Szczurek jest genderowo nieokreślony, a Bobek to jeszcze dzieciak.
No i co z Tofikiem? kocia deprecha?

Dla równowagi weźmy pieska.
W celu wprowadzenia w temat ilustracją jest obrazek z Internetu:
 

Fakt, że trochę sprzątania było z tą poduszką, co psu wybuchła pod głową... (dobrze, że nie zginął!)
Ale z dwojga złego....
Proszę bardzo, sprawdźcie sami....
Jak było z naszym pieskiem Matyskiem-niewiniątkiem  (bo taki niewinny z pyska).

Niewiniątko uciekło nam z samego rana. Wyszedł na siku i go wcięło. Nie wiadomo kiedy się pojawił z powrotem, bo nas nie było do wieczora. 
Gdy wróciliśmy do domu szczęśliwi, że kończy się wreszcie ciężki dzień (jak każdy),  Matys już był.
Na jego widok mimowolnie wykrzyknęłam imię Pana Boga swego nadaremno. Bo wrócił nie jako pies, lecz jako jego wysokość król szambownik! (gdzie znalazł szambo? śmierdział po królewsku, a z wyglądu to przypominał centkowaną gównem hienę).
Wszystko, czegokolwiek dotknął król swoim majestatem  zamieniało się w gówno , a dotykanie trzeba przyznać odprawił bez fuszerki.
Co do tej pory robiliśmy? kąpaliśmy, szorowaliśmy, myliśmy, pucowaliśmy, praliśmy.
Szkoda swoją drogą, że tyle jeszcze czasu upłynie do świąt i że tu się do kwietnia znów uświndoli,  bo mielibyśmy tym razem dom wybłyszczony jak nigdy. Czyli jak zwykle wszystko nie w porę.
Chociaż czy istnieje dobra pora na kąpiel w szambie?
Matys by odpowiedział, że na szambo każda pora jest najlepsza.


Na zdjęciu delikwent już wykąpany (tym razem wbrew swojej woli, bo nie w szambie) w roli skrzywdzonej niewinności.


Nie to, że nie było całkiem rękodzieła, bo przecież było dzisiaj rękodzieło,  tylko że w sferze szeroko pojętej.
No właśnie, i nie mogę zajmować się obecnie rękodziełem w sferze wąsko pojętej, bo mam ręce całe zmacerowane od różnych substancji czyszczących, i to pomimo ochronnych rękawiczek.
Ale co zrobić z wiosenną depresją Tofika?
czy Matys też ma depresję? może ma i to nie zwykłą, lecz pięcioletnią, rano miał atak i próbował leczyć się okładami, ale znowu kuracja została brutalnie przerwana....

19 komentarzy:

  1. Ja nie mogę tu po nocach zaglądać, bo cały dom pobudzę tym chichraniem się przy czytaniu Twoich postów:)) A tak na poważnie;) to Tofika możesz wysłać do mnie na kurację, jak posłyszy co się wyczynia pod moim oknem to od razu zew natury poczuje. Co do psiej kąpieli to wierz mi masz szczęście ogromne, bo mój pies uwielbia się tarzać w różnej maści zapachowych niespodziankach i kiedyś nam zafundował takie tarzanko podczas postoju w drodze na wakacje, problem polegał na tym, że było to w lesie i nie było go gdzie wykąpać:) Od tego dnia pamiętnego wszelkie postoje wyjazdowe pies odbębnia uwiązany na smyczy i jest to w zasadzie jedyny czas kiedy przypominamy mu, że coś takiego jak psia smycz istnieje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja teraz wszystko rozumiem i wiem dlaczego Twój pies nie ma depresji! Zrobił w wakacje na Was test, który zdaliście wzorowo. Parę godzin z wyperfumowanym psem latem w samochodzie, to jest prawdziwe z Waszej strony uczucie najwyższej próby do psa. A woda i smycz pojawiły się, gdy już miłość została udowodniona :))
      A więc masz pod oknem Ostatnich Mohikanów Plemienia Prawdziwych Kotów!
      Tofik raz pokazał, że potrafi i przyprowadził nam swoje dzieci... A to może bura koteczka wykonała całą robotę, a on tylko dał się jej poderwać, tak sobie teraz spekuluję:))







      Usuń
  2. Czy sądzisz, że tarzanie się w gównie pomaga na depresję? Może tak działa jedynie w przypadku psów. Gdyby to ludziom pomagało to niczym bohater Slumdoga sama wskoczyłabym do szamba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proste sposoby są najlepsze, wytarzany jak się wykąpie i przestanie śmierdzieć, to musi się poczuć jak w niebie! Ale lekarze zawsze chcą leczyć i szprycować psychodragami. (Matys tej teorii nie potwierdza, to znaczy ta faza po wytarzaniu nie ma nic wspólnego z niebem:))

      Usuń
    2. Faza po kąpaniu, bo faza po wytarzaniu to jak najbardziej było dla niego niebo:))
      (Chyba się zaplątałam z tymi fazami)

      Usuń
    3. Może zadziała na Tofika? Zawsze na poprawę humoru można spróbować wrzucić go w jakiś smrodek ;P

      Usuń
    4. Jestem pewna, że na całe moje towarzystwo smrody działają kojąco, na Śmierdzącą Łapę też! może wykupiłabym karnet (byłoby taniej) na kąpiele w miejskiej szambiarce. Szambiarka by jeździła po mieście, a moja drużyna według wzrostu i zarostu w niej kółeczko pieskiem...

      Usuń
  3. ..szambo czy inne gówniane zapaszki;) to przecież naturalne dezodoranty dla zwierzaków:) one to uwielbiają - i potem dumnie noszą na sobie te smrodki chwaląc się dookoła kolegom i koleżankom czego to na siebie nie nałożyli;) ..nie tak daleko jak wczoraj moja Mafinka miała jakąś maź na swej pięknej główce, którą to chciałam usunąć myśląc że to pewnie żywica..ale nie, to nie była żywica;) ..to by było za proste;))) hihi:))) to był marcowy koci zapaszek, który nie tak łatwo było sprać z rękawiczek!!:) Psy (..koty również;) kochają tego typu wonie tak samo, jak ludzie, którzy czasem zbyt mocno się popsikają jakimiś "parfumami";))) co to można ich wyczuć już z kilometra;) ehh:)))
    Pozdrawiam wiosenną porą - a te zwierzęce deprechy szybko miną, bo ...tak mają w zwyczaju:) hihi:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że mimo wszystko łatwiej jest ze zwierzętami. Złapiesz takiego śmierdziucha za łeb i pod prysznic, wiadomo że będzie się opierał, ale w końcu się podda. Nie litujemy się absolutnie nad jego depresją, bo wiemy, że trochę mięska albo pachnąca kość ma dobre walory terapeutyczne. Z ludźmi gorzej. Stałam raz obok dziewczyny opryskanej, może raczej wykąpanej w aurze Paris Hilton, ale tak śmierdzącej "młodością", bo chyba buzujące hormony tylko tak paskudnie śmierdzą, jakiś pot taki ohydny. Raczej wyglądała na umytą:)) Zresztą chwilę to trwało, bo się szybko ewakuowałam:))

      Usuń
    2. :) hihi :))) no zdarza się, że niektórzy zamiast wody używają "oprysków";)))
      Słonecznego weekendu!:)

      Usuń
  4. Może Tofik ma przesilenie wiosenne? A może wiosna nastroiła go melancholijnie? Co do Matysa do zachował się jak każdy porządny pies. Jak do nas przyjeżdża pan szambelan to potem musimy psów pilnować żeby się nie wytarzały w tym co tam z rury skapnie;) Przez kilka dni jest nerwówka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam, że jak Matys przychodzi poperfumowany, to skrada się na paluszkach, najchętniej by się stał niewidzialny. On wie, że taki pachnący nie wywołuje przyjaznych uczuć u nikogo. I żony dla siebie też nie wyrwał:))

      Usuń
  5. Oj psy lubią takie oryginalne zapaszki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalne, przy tym naturalne i ekologiczne :))

      Usuń
  6. Jaka tam deprecha, myślę, że panie nie są odpowiednie. Taki lovelas pierwszej lepszej nie tknie! Musi być pełna powabu i równie czysta jak ten zacny kawaler :)
    Dziś mój kocur został skazany na kąpiel, początkowo był obrażony, ale już mu złość przeszła, właśnie w odwecie drapie po szafce kuchennej :P Teraz kiedy zawołałam W. żeby pośmiał się z przygód Matysa przerzucił się na fotel na którym ów wcześniej siedział i wbija w niego swoje pazury ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Teraz się dorwał do mojego haftu, coś czuję, że zemsta będzie słodka :P

      Usuń
    2. Ale najważniejsze, że Twój kot noc spędzi na błogim spaniu, bo pomyślnie zrealizował plan zemsty... i ma tym sposobem dwie pieczenie na jednym ogniu: kąpiel (już należącą do przeszłości) i aktualne ukaranie Ciebie za swoje kąpielowe nieprzyjemności... Jutro już będzie normalnie i hafty będą bezpieczne. Chociaż zawsze może się zdarzyć że czyste kocie łapy ruszą same w stronę haftu, oczywiście niosąc tam również kota, ale w tym wypadku kot całkowicie niewinny:))

      Usuń
  7. Znam ten ból! Raz, dawno temu, nam się bernardynka tak wytarzała. Późną jesienią. Nie można było jej wykąpać na podwórku pod szlauchem. Trzeba było ją wziąć do domu, wsadzić do wanny i szorując, jednocześnie leżeć na niej, żeby nam z tej wanny nie wyskoczyła... A duże to było i kudłate zwierzę. To była prawdziwa przygoda:-). Wiczurka zapewniła nam takich atrakcji niewiele i tylko w czasach swojej wczesnej młodości. Teraz już głupot nie robi;-)
    A kot Maniuś wykastrowany więc też bezpieczny i domu się trzyma, nawet jeśli nie nocuje, to nigdzie się daleko nie szlaja;-). Ale raz chyba walczył z czymś obcym i przyszedł do domu okupkany, trzeba mu było zrobić prysznic... ale to kot, co lubi wodę, nie robił z tego powodu dramatu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to cudownie mieć kota, który wody się nie boi! Bawić się nad taflą wody, albo na przykład asystować komuś przy kąpieli w wannie to owszem, moje koty taką rozrywką są zainteresowane, ale gdyby którykolwiek wyczuł swoją kobiecą intuicją, że szykujemy dla nich kąpiel, to ręka, noga, mózg na ścianie. Jakie intrygi snuliśmy, żeby przeprowadzić normalny proces kociej kąpieli, kiedy raz kot w kuchni wylał na siebie butelkę oleju. Udało się ostatecznie, ale potem na około tydzień wszystkie nasze koty wyemigrowały w tajemnicy za granicę. Nikt ich nie widział z bliższych ani dalszych sąsiadów, no enigma.
      Z kotem masz teraz łatwo w nagrodę, bo psy Ci wtedy dołożyły do zdrowia:))

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny.